Autor: Klaudia Zalewska
Determinacja, silna wola, wytrwałe dążenie do celu, a także pragnienie nowych wrażeń sprawia, że kobiety coraz częściej rzucają wyzwanie prawom natury i w sportach ekstremalnych widzą odskocznię od szarej codzienności. O swojej pasji i miłości do skoków ze spadochronem opowiada Milena Przyrowska, 24-letnia mieszkanka Radomia. „Wszystko zaczęło się, gdy miałam 16 lat. Spadochroniarstwem fascynował się wtedy mój ojciec. Często o tym mówił, ale nie udało mu się spełnić marzeń o skokach. Natomiast moja zwariowana natura sprawiła, że od razu pomyślałam, dlaczego ja nie miałabym spróbować?”.
Ten pierwszy raz
Od pomysłu Milena przeszła natychmiast do działania. Najpierw podanie do aeroklubu, potem półroczne oczekiwanie na odpowiedź. Cierpliwość opłaciła się. „Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem, więc była to dla mnie podwójna frajda. Gdy osiągnęliśmy pułap 900 m, serce biło mi jak oszalałe. Poczekałam na swoją kolej i stanęłam w progu. Starałam się patrzeć przed siebie, ale ciekawość zwyciężyła. Spojrzałam w dół i… zabrakło mi tchu. Strach sparaliżował mnie tylko na moment. Zaszłam już tak daleko, nie mogłam się wycofać. Skoczyłam. Kiedy spadochron się otworzył, wiedziałam, że wszystko jest w porządku, że mi się udało. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie”.
Obecnie Milena ma na koncie 222 skoki ze spadochronem. Zapytana, czy któryś z nich szczególnie zapisał się w jej pamięci, odpowiada: „Do końca życia będę wspominać mój dwusetny skok. Koledzy z aeroklubu zgotowali mi niespodziankę i wyskoczyliśmy z samolotu 12-osobową formacją. To fantastyczne, gdy spadasz w dół, obok ciebie leci druga osoba, możesz złapać ją za ręce i widzisz iskierki radości w jej oczach. Dzielisz z tą osobą szczęście”.
Z adrenaliną za pan brat
Decydując się na uprawianie sportu ekstremalnego, trzeba być przygotowanym na różne reakcje otoczenia. Jedni znajomi popukają się w czoło, drudzy pogratulują odwagi, a jeszcze inni stwierdzą, że to jednak musi być coś ekscytującego – i sami zechcą spróbować.
Młoda spadochroniarka przekonuje, że nie sposób opisać uczuć towarzyszących człowiekowi podczas skoku. „W naszym spadochroniarskim światku popularne jest powiedzenie, że tylko spadochroniarze wiedzą, dlaczego ptaki śpiewają. Całkowicie się z tym zgadzam. Żadnej czynności, którą wykonujemy na ziemi, nie można porównać ze skokami. Dają one porządny zastrzyk adrenaliny, tej pozytywnej. A kiedy już raz dostanie się takiego adrenalinowego kopa, chce się to powtórzyć jeszcze raz, i kolejny. Kiedy zlikwidowano sekcję spadochroniarską w moim regionie, zaczęłam jeździć do aeroklubów w Kielcach i Piotrkowie Trybunalskim”.
Stop monotonii!
Spadochroniarstwo należy jednak do kosztownych zamiłowań. „Potrafię odmówić sobie wielu przyjemności, byle tylko jeszcze raz skoczyć”, przyznaje z uśmiechem radomianka. By skakać samodzielnie, trzeba również mieć stosowne orzeczenie lekarskie, wydawane na podstawie wyników badań – m.in. morfologii krwi, moczu i prześwietlenia kręgosłupa. (zachęcamy do przeczytania artykułu Czas rozwinąć skrzydła, z którego można dowiedzieć się więcej o skokach ze spadochronem – link do tekstu)
W drzwiach samolotu wszelkie zwyczajne problemy wydają się błahe. Człowiek nie myśli o kłopotach, obowiązkach, nie martwi się o jutro. Liczy się tylko tu i teraz. „Skoki ze spadochronem to wspaniałe rozwiązanie dla tych, którzy mają dosyć monotonii życia. Polecam ten sport każdej kobiecie potrzebującej dodatkowej dawki energii i adrenaliny, by odreagować codzienne stresy i oderwać się, chociaż na chwilę, od przyziemnych spraw”.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...