Autor: Klaudia Zalewska
Dossier:
Imię i nazwisko: Wioleta Lubina
Data urodzenia: 18 września 1987 r.
Miejsce urodzenia: Tychy
Hobby: przede wszystkim muzyka, a także języki obce i podróże
Największe osiągnięcia: zwycięstwo w programie „Bitwa na Głosy” oraz II miejsce w Ogólnopolskim Karaoke Maxxx Festiwal 2010 w Opolu.
K.Z.: Od jak dawna śpiewasz i czym śpiew jest dla ciebie?
W.L.: Odkąd pamiętam, mój dom wypełniała muzyka. Rodzice kolekcjonowali płyty swoich ulubionych twórców. Płyty te nigdy nie stanowiły tylko ozdoby na półce, zawsze któraś z nich była w ruchu. Z racji, że otaczano mnie dźwiękami od wczesnego dzieciństwa, naturalną koleją rzeczy było naśladowanie melodii. Nie wiem, kiedy przerodziło się to w znośne śpiewanie, moment ten był bardzo płynny. Dzisiaj śpiew to dla mnie odskocznia od codzienności. Zanim dostałam się do programu, raz w tygodniu spędzałam z przyjaciółmi wieczór na karaoke. Po takim porządnym wyśpiewaniu zawsze wracałam do domu zrelaksowana i szczęśliwa. To właśnie przez śpiew poznałam ludzi, którzy dzielą ze mną moją pasję oraz sprawy życia codziennego. Uczestnictwo w programie to dla mnie szansa na bycie zauważoną. Nie dążę do sławy, jednak chciałabym kiedyś wydać płytę z moim autorskim materiałem, by zostawić po sobie pamiątkę.
Co skłoniło cię do wzięcia udziału w castingu?
Należę do osób upartych i ciekawskich. Nie był to mój pierwszy casting. Wiem, że bardzo ciężko jest przejść przez precastingi. Najczęściej oprócz dobrego wokalu liczy się wygląd – granatowe włosy, cekiny, sukienki w stylu Lady Gagi. Ja na pierwszy casting do BnG przyszłam w dresowej bluzie. Nie wiązałam z tym dniem żadnych większych szans. Zresztą, zazwyczaj staram się nie nastawiać na coś, by potem rozczarowanie było mniejsze. Tym razem było podobnie – przyszłam z ciekawości, by pooglądać sobie ludzi, trochę z nadzieją „a nuż się uda”. I udało się. Zadzwonili do mnie producenci, zapraszając na kolejny etap, przez który... nie przeszłam. Byłam tuż pod kreską! Okazało się jednak, że jeden z uczestników nie mógł wziąć udziału w programie, więc wskoczyłam na jego miejsce. Byłam szczęśliwa, ale też przestraszona! Jedna pani z produkcji powiedziała mi „szykuj się na zmiany w życiu”. Nie spodziewałam się, że muszę być gotowa na aż takie.
Jaką piosenką urzekłaś Piotra Kupichę? Jak skomentował twój występ na castingu?
Zaśpiewałam Annę Marię Jopek „Ale jestem” oraz fantastyczny kawałek Alicii Keys „Empire State of Mind part II”. Nie pamiętam komentarza Piotra. Byłam tak zestresowana, że zupełnie nie mam pojęcia, co się tam działo! (Śmiech).
Czy zżerała cię trema, kiedy pierwszy raz wychodziłaś z całą grupą na scenę?
Paradoksalnie, emocje są znacznie większe przed telewizorem niż w studio. Ani za pierwszym, ani za żadnym kolejnym razem nie było czasu na tremę. Trzeba pamiętać o tym, by wszędzie zjawić się na czas. Choreograf, makijażyści, fryzjerzy, garderobiane – każdy dodaje otuchy, wspiera nas. Ćwiczymy tak dużo, że na scenie jesteśmy już troszkę pewniejsi siebie.
Przygotowania do występu to ciężka praca? Piotr bardzo was męczy?
W ciągu tygodnia zdarzało się spędzać na próbach nawet do 30 godzin, więc to prawie etat! Piotrek bardzo nas motywuje. Czasami zdarza się, że opadamy już z sił, lecz Piotr dodaje nam otuchy, podnosi na duchu i ochota do pracy powraca.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...