30.06.2011 09:00 Kategoria: Zwyczajne-niezwyczajne, Kultura i sztuka

Monika Szwaja: Traktuję pisarstwo jak zawód, nie jak misję dziejową

Autor: Anna Pisarek

Monika Szwaja, jedna z najpopularniejszych i najpoczytniejszych polskich pisarek współczesnych, pracuje właśnie nad nową powieścią. Znalazła jednak czas na wywiad, w którym opowiedziała nam o swojej pracy, czytelnikach oraz stworzonych przez nią bohaterach.


Monika Szwaja: Traktuję pisarstwo jak zawód, nie jak misję dziejową, fot. Marcin Przylecki

Monika Szwaja: Traktuję pisarstwo jak zawód, nie jak misję dziejową, fot. Marcin Przylecki

Dossier: 

Najważniejsze tytuły:

„Zapiski stanu poważnego” (2004 r.), „Romans na receptę” (2004 r.), „Jestem nudziarą” (2005 r.), „Stateczna i postrzelona” (2005 r.), „Artystka wędrowna” (2005 r.), „Dom na klifie” (2006 r.), „Powtórka z morderstwa” (2006 r.), „Klub Mało Używanych Dziewic” (2007 r.), „Dziewice, do boju!” (2008), „Zatoka Trujących Jabłuszek” (2008 r.), „Gosposia prawie do wszystkiego” (2009 r.), „Zupa z ryby fugu” (2010 r.), „Nie dla mięczaków” (2011 r.) 

Działalność pozaliteracka: dziennikarka telewizyjna, współwłaścicielka wydawnictwa SOL, z wykształcenia polonistka

Strona internetowa: www.monikaszwaja.pl

 

A.P.: Jak została pani pisarką? 

M. S.: Proponuję zajrzeć na moją stronę, w zakładce Monika o Monice napisałam o tym dość wyczerpująco…

 

Czym lub kim inspiruje się pani poszukując pomysłów na książki? 

Życiem. Rzeczywistością wokół siebie.

 

Wiktoria Sokołowska, bohaterka pani pierwszej powieści, „Zapisków stanu poważnego”, „Romansu na receptę” oraz „Artystki wędrownej”, podobnie jak pani sama, jest reporterką telewizyjną. Czy przejęła od pani jeszcze inne cechy?

Bohaterką Romansu jest raczej Eulalia, a Artystki – Adela. Myślę, że wszystkie moje bohaterki mają trochę genów po swojej literackiej mamusi.

 

Z kolei głównym bohaterem pani ostatniej minipowieści, „Nie dla mięczaków” jest mężczyzna. Skąd ta zmiana u pisarki kojarzonej do tej pory z bardzo kobiecą literaturą? 

Mojej literatury nie zaliczyłabym do kategorii „bardzo” kobiecej. Bohaterkami są kobiety, bo ja też jestem kobietą i pisać z kobiecego punktu widzenia jest mi łatwiej. Nawymyślałam już sporo mężczyzn, w końcu dałam jednemu szansę na ten pierwszy plan.

 

W „Nie dla mięczaków” pojawia się także wątek homoseksualizmu (jeden z bohaterów jest gejem). Czy sądzi pani, że masowy polski odbiorca jest gotowy na tego typu postaci w popularnych powieściach czy serialach telewizyjnych? 

Nie interesuje mnie odbiorca masowy, tylko inteligentny. To nie są pierwsi geje w moich książkach.

 

Pani bohaterowie często powracają w różnych książkach pani autorstwa. Jak się pani wydaje, komu trudniej się z nimi rozstać, czytelnikom czy pani samej? 

Czytelnikom. Dostaję sporo próśb o „dalsze losy” tych czy tamtych bohaterów. Muszę wtedy tłumaczyć, że powieść, czy cykl powieściowy, mają swoją konstrukcję. Gdzieś się muszą kończyć.

 

Z czego może wynikać to przywiązanie? 

 Niestety, ludzie odzwyczajają się od książek, a przyzwyczajają do seriali telewizyjnych, które ciągną się jak włos z rosołu, dopóki mają oglądalność.

 

W wielu pani książkach przewija się motyw lęku przed podjęciem ryzyka. Pani nie wydaje się być jednak osobą, która obawia się wyzwań. Czy tak jest naprawdę?

Lęk przed ryzykiem zawsze jest – większy albo mniejszy. Ale jest też adrenalina – no risk, no fun… Ja to lubię. Ale jednocześnie wyznaję zasadę, że my, dorośli, musimy pamiętać, za co jesteśmy odpowiedzialni. Proste wytłumaczenie: pchałam się kiedyś do samolotów pilotom latającym na akrobacje, strasznie mnie to bawiło. Kiedy urodziło mi się dziecko, przestałam. Zaniechałam również innych ryzykownych działań, i to bez poczucia krzywdy. Ważniejsze od moich przyjemności stało się poczucie odpowiedzialności za syna.

 

A teraz, kiedy syn już dorósł, nie ciągnie pani do przygód? 

 Kiedy wyrósł, znowu mogłabym pohasać, ale już mi się nie chce aż tak.. Niemniej robię, co mogę.

 

Jak wygląda proces twórczy w pani przypadku? Jak organizuje pani pracę nad książką? 

Siadam i piszę. Im bliżej termin wydania, tym szybciej piszę. Oczywiście, zanim w ogóle usiądę, książkę wymyślam. Pisanie to już niemal tylko fizyczna czynność. Traktuję pisarstwo jak zawód, nie jak misję dziejową.

 

Czy utrzymuje pani kontakt ze swoimi czytelnikami? Jeśli tak, to w jaki sposób? 

Kilka razy w roku spotykam się tu i tam. Dostaję też listy, adres podałam na stronie. Zawsze odpisuję.

 

Odpowiada pani na wszystkie pytania? 

Przyznam, że osłabiają mnie np. pytania „co u mnie” i „jak plany urlopowe”…

 

Pani książki ukazują się także w wersji audiobooków. Co pani osobiście sądzi o tej formie poznawania literatury? 

Doskonała do samochodu. Bez ironii.

 

Pani twórczość na potrzeby audiobooków interpretowały, poza panią samą, Magdalena Schejbal czy Marta Bizoń. Te nazwiska to pani własny wybór? 

Różnie bywało.

 

Jako współwłaścicielka wydawnictwa SOL z pewnością zna pani twórczość młodych polskich pisarzy. O kim powinniśmy wkrótce usłyszeć? 

Usłyszeć jak usłyszeć. Ja bym chciała, żeby czytelnicy sięgnęli do wydawanych przez nas powieści panów Jana Antoniego Homy i Marcina Pilisa. Są doskonałe, choć nie należą do najłatwiejszych w odbiorze.

 

A jaką książkę poleciłaby pani naszym czytelniczkom na nadchodzące wakacje? 

Najchętniej poleciłabym „Naszego wspólnego przyjaciela” – cudowną powieść Charlesa Dickensa, ale nie sądzę, żeby czytelniczki dzisiejsze dały radę takiej cegle.

 

Czym zajmuje się pani obecnie? Możemy w najbliższym czasie spodziewać się nowej książki? 

Czy mogę znowu polecić wejrzenie na moją stronę? Zakładka „Pisze się”.

 

Co teraz pani czyta? 

Teraz piszę… Ale w lipcu płynę w rejs na cały miesiąc, zabiorę książkę o Agacie Christie i jeśli przyjdą z księgarni internetowej książki Antoniego Kępińskiego, które zamówiłam, to wezmę „Rytm Życia”. I może coś jeszcze.

 

A czym zajmuje się pani, kiedy nie powstaje nowa powieść? 

Zawsze jakaś powstaje. Albo wymyślam, albo piszę.

 

Dziękuję za rozmowę! 

Ja też dziękuję i pozdrawiam wszystkich Czytających Książki – niekoniecznie moje...

Trwa wysyłanie Twojej oceny...
Jeszcze nie ocenione. Bądź pierwszym który oceni ten wpis!
Kliknij pasek ocen aby ocenić wpis.

Komentarze

rena, 08-07-11 21:29:
"Traktuję pisarstwo jak zawód, nie jak misję dziejową" - szkoda :D
karolina, 30-06-11 13:07:
a mnie się wydaje, że wywiad pokazuje, jak pisarka traktuje swoich czytelnikó - wydaje jej się, że nie musi się wysilać... jakie książki, taki wywiad :P
k, 30-06-11 12:53:
pytania dłuższe niż odpowiedzi :D

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

* - pole wymagane

*
*

Samochody kontra ludzie

Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...

Inne artykuły z tej kategorii

Galeria portalu

Biznes kopany, fot. sxc.hu

Biznes kopany

Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...

O nas | Reklama | Napisz do nas | Regulamin

Copyright © 2010 MobilneKobiety.pl