W pięknej, położonej nad Biebrzą, wsi Dolistowo Stare mieszka niezwykła kobieta – Halina K. Pani Halina w życiu przeszła bardzo wiele. Jako dziecko znalazła się na Syberii. W późniejszym życiu imała się różnych zawodów. W latach 70. za chlebem wyjeżdżała nawet do Stanów Zjednoczonych. Dziś ma 73 lata. Czwórkę dzieci, kilkoro wnuków, męża, z którym jest już 50 lat, i rudą kotkę. Piecze przepyszny chleb z ziarnami i żurawiną, na zakwasie (miałam okazję skosztować). Mimo wszystkich trudności, jakie ją spotkały, jest niezwykle pogodna i optymistycznie nastawiona do życia i ludzi. Jej życie na co dzień wypełniają wnuki, praca w ogródku, dom. Dużo czasu poświęca na sport – ćwiczy z hantlami, robi ćwiczenia ortopedyczne, jeździ na rowerze stacjonarnym oraz tradycyjnym i uprawia nordic walking.
A.M.: Gdzie się pani urodziła?
H.K.: W Dolistowie, w 1937 roku.
Czyli ma pani 73 lata…
Tak, tylko 73 lata.
Czym się pani zajmowała w życiu?
Po szkole – technikum handlowym w Ełku – zaczęłam pracę w GS Jaświły. Następnie przeszłam do urzędu gromadzkiej rady Dolistowa. Wyszłam za mąż. Kiedy urodziłam drugie dziecko, przerwałam pracę i zajęliśmy się z mężem gospodarstwem. Po pierwszej ciąży byłam tylko na urlopie wychowawczym. Kiedy dzieci podrosły, w 1989 roku, podjęłam pracę w sklepie, w GS-ie. Potem przeszłam na wcześniejszą emeryturę.
Wyjeżdżała pani do Stanów Zjednoczonych, dlaczego?
W celach zarobkowych. Pierwszy raz pojechałam w 1974 roku. Na miejscu miałam też okazję trochę pozwiedzać: Florydę, Waszyngton, Nowy Jork, Atlantic City, a tam kasyna gry. Jeździłam sama, dopiero w 1997 roku byłam z mężem na Florydzie.
Jako czteroletnia dziewczynka, została pani wywieziona na Sybir. Dziś należy pani do Związku Sybiraków, zgadza się?
Tak, jestem przewodniczącą Związku Sybiraków w Dolistowie. Związek jest niewielki. Wielu dawnych Sybiraków już odeszło.
Czym się zajmujecie?
Przekazujemy żywą historię młodzieży w szkołach. Organizujemy Marsze Żywej Pamięci Polskiego Sybiru w Białymstoku. Odbywają się co roku około 10 września. Zjeżdżają się wówczas Sybiracy z całej Polski, nawet zza granicy: z Kanady, Florydy, Litwy, Łotwy, Ukrainy, zewsząd. Bardzo dużo młodzieży bierze udział w marszach. W ubiegłym roku było około 13 tysięcy uczestników, ponad 270 pocztów sztandarowych. Sybiraków było niewielu, bo już jesteśmy starzy i rzadko możemy dorównać kroku marszowi. Jest on dość długi, od pomnika Rodzin Katyńskich aż do kościoła Ducha Świętego, tam mamy pomnik Nieznanego Sybiraka (ul. Sybiraków). Z naszej inicjatywy i z naszych funduszy, przy wsparciu wójta gminy, w kościele w Dolistowie została wmontowana tablica epitafijna, poświęcona zmarłym i zamordowanym Sybirakom z regionu.
Czy dzieci w szkołach są zainteresowane tematem zsyłki?
W naszej szkole jest tylko sześć klas podstawówki. To są jeszcze maluchy. Słuchają, ale to do nich na razie nie dociera. Czasem zadają pytania, takie jak np.: „Czym się tam bawiliście? Gdzie się uczyliście?”.
Czy myśli pani, że mając za sobą tak trudne doświadczenia, dzisiaj pełniej korzystacie z życia?
Cieszymy się życiem, bo przeżyliśmy, bo wróciliśmy z tej niewoli. To naprawdę był głód, mróz i poniżenie. To zmienia wszystko, cały sposób patrzenia na świat. Uczy pokory.
Żyje pani bardzo aktywnie, ćwiczy z hantlami, uprawia nordic walking, coś pominęłam?
Ortopeda zalecił mi tzw. ćwiczenia zdrowotne, na kręgosłup. Muszę przyznać, że odkąd zaczęłam uprawiać nordic walking, zapomniałam o pasie ortopedycznym na kręgosłup. Nie bolą już ani ramiona, ani kręgosłup.
Skąd pomysł, żeby zacząć ćwiczyć z hantlami? Sama pani na to wpadła, czy to również było zalecenie lekarza?
To była moja inicjatywa. Cztery lata temu w Dolistowie zorganizowano darmowe zajęcia fitness, w szkole, na sali gimnastycznej. Były tam m.in. ćwiczenia z hantlami, z którymi ja nadal trenuję.
A czy zajęcia są prowadzone w dalszym ciągu?
Grupa nadal istnieje, z tym że dla mnie tak intensywne ćwiczenia nie są już zalecane. Chodzą tam głównie młode kobiety. Chociaż teraz, na wiosnę, frekwencja się zmniejsza, bo coraz więcej pań zamiast tego jeździ na rowerze, spaceruje.
Jak często i jak długo pani ćwiczy?
Codziennie wieczorem. Różne figury, po około dwieście powtórzeń hantlami. Do tego ćwiczenia ortopedyczne przez około 20 minut. Są to ćwiczenia, które trzeba wykonywać powoli, jedno przez około 5 sekund.
Skąd pomysł, żeby zacząć uprawiać nordic walking?
We wrześniu 2009 roku byłam w sanatorium w Inowrocławiu. Tam musieliśmy trenować nordic walkig, który miał zapobiegać zwyrodnieniom kręgosłupa i stawów.
Jak często pani chodzi z kijkami?
Codziennie. Mamy zorganizowaną grupę, w skład której wchodzę ja, pani Maryla, emerytowana nauczycielka, i najmłodsza z nas, 37-latka, która również jest nauczycielką, w gimnazjum w Suchowoli. Chodzimy razem, wieczorami, do 10 km dziennie. Zimą chodziłam często sama.
A mężczyźni się nie dołączają?
Na razie nie, nie ma chętnych. Oni raczej jeżdżą na rowerze.
A pani jeździ?
Tak. Latem jeżdżę często. W domu mam rower stacjonarny, z którego korzystam zarówno zimą, jak i latem.
Czy przestrzega pani jakiejś szczególnej diety?
Nie, nie utrzymuję żadnej specjalnej diety. Jem to, czego mój organizm w danym momencie potrzebuje. Jem warzywa i owoce wyhodowane we własnym ogródku. Mięso kupuję świeże, u rzeźnika, i sama je przygotowuję.
Jest pani mężatką od ponad pięćdziesięciu lat. Jak to jest, wytrzymać z jednym człowiekiem tyle czasu?
Różnie w życiu bywa. Raz na wozie, raz pod wozem. Trzeba umieć patrzeć inaczej na świat, na innego człowieka. Czasami trzeba ustąpić, czasami postawić na swoim. Kiedy się pobieraliśmy, nasz przyjaciel, ksiądz Stanisław Dąbrowski, powiedział mi tak: „Jeżeli chcesz mieć dobrego męża, to jedną ręką przyłóż, a drugą ręką pogłaszcz”. To się w życiu sprawdza.
Z czego jest pani najbardziej dumna w swoim życiu?
Jan Paweł II mówił, że w życiu każdy powinien zostawić swój ślad. W moim przypadku są to moje dzieci, moje wnuki. Z tego jestem bardzo dumna. Są naprawdę kochani.
Czy gdyby pani mogła, zmieniłaby pani coś w swoim życiu?
Nie oglądam się za siebie. Nic bym nie zmieniła.
Recepta na szczęśliwe życie, według pani?
Nikt nie może przeżyć życia zupełnie szczęśliwie. Trzeba patrzeć na drugiego człowieka z ufnością, z wyrozumiałością, tolerować go takiego, jaki jest. Inaczej nie da rady.
Jak pani myśli, jak długo będzie jeszcze ćwiczyła?
Dopóki mi sił wystarczy.
Oby wystarczyło, jak najdłużej! Dziękuję za rozmowę.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...