Na początku spotkania Eryka poprosiła mnie, abym nie pisała o Arabii Saudyjskiej tylko w czarnych barwach. Trudne zadanie, ale warte zachodu. Dzisiejszy obraz tego kraju oczami Europejczyka jest oparty na stereotypach, które choć niepozbawione racji, pokazują Arabię Saudyjską jedynie z ciemnej strony.
Eryka spędziła tam kilka miesięcy na stażu w polskiej ambasadzie – miała okazję poznać ten kraj od środka, choć z racji ograniczeń narzuconych przez prawo nie był to pobyt w żadnej mierze turystyczny. I właśnie tam, w państwie obowiązującego szariatu, gdzie wszystkie kobiety w miejscach publicznych muszą nosić abaję i mają niewiele do powiedzenia o swoim życiu, ukazała się książka napisana przez dziewczynę – o dziewczynach. Dziewczynach z Rijadu.
J.B.: Droga do wydania tej książki w języku polskim była bardzo długa. Zaczęło się od tego, że przeczytałaś powieść, kiedy akurat ukazała się w Arabii Saudyjskiej, gdzie przebywałaś na stażu…
E.L.S.: Pracowałam w ambasadzie polskiej – dzięki temu, że znam arabski, trafiłam do placówki w państwie, gdzie obcokrajowcom jest się bardzo trudno dostać. I tam właśnie zetknęłam się z książką „Dziewczyny z Rijadu”, którą – nie przesadzając – przeczytali wówczas chyba wszyscy w Arabii Saudyjskiej.
Przecież to nie jest bardzo ambitna literatura…?
Ale wywołała ogromny skandal!
Dlaczego? Bo zdradza, jak wygląda świat Arabek?
Nie! Bo napisała ją młoda, dwudziestoparoletnia dziewczyna. Takie osoby nigdy wcześniej nie miały głosu, a tu nagle pojawia się książka napisana przez kobietę, młodą i nieznaną. Radża miała wówczas 23 czy 24 lata, to było niesłychane, że odważyła się sięgnąć po pióro i opublikować książkę. W dodatku w tej kulturze nie ma zwyczaju, że kobiety zabierają głos i mówią o sobie publicznie. Dziś mają powszechniejszy dostęp do internetu, istnieją blogi, jednak w 2005 roku książka Radży była wydarzeniem bez precedensu – literackim i społecznym.
Czyli treść książki była drugorzędna? Ważny był fakt, kto ją napisał?
Treść nie jest, wbrew pozorom, skandalizująca. Dlatego bardzo drażni mnie porównywanie tej powieści do „Seksu w wielkim mieście” – „Dziewczyny z Rijadu” naprawdę mają z nim niewiele wspólnego. Choć faktem jest, że społeczeństwo saudyjskie nie miało dotąd pojęcia, jak żyją kobiety z wyższych sfer. To także było dla niego zaskakujące.
Jak to się stało, że „Dziewczyny…” ujrzały światło dzienne?
To zasługa ministra kultury Ghaziego al-Gossaibiego, dziś już nieżyjącego, który również był powieściopisarzem. Wspierał bardzo Radżę w jej dążeniach, bez niego „Dziewczyny z Rijadu” nigdy nie ukazałyby się w Arabii Saudyjskiej.
A ty postanowiłaś, że koniecznie musi zostać wydana w Polsce.
Tak się złożyło, że czytałam „Dziewczyny…”, będąc w ciąży, i bardzo emocjonalnie odebrałam całą opisywaną historię. Zżyłam się z bohaterkami, których losy mocno mnie poruszyły…
Wcale się nie dziwię. To bardzo intymna powieść, dotykająca uniwersalnych zagadnień znanych młodym kobietom, jednocześnie piękna i bardzo smutna. I nawet braki w warsztacie pisarskim autorki tego nie zmienią.
A jednak, po powrocie do Polski, gdy zgłaszałam się do różnych wydawnictw z książką pod pachą, słyszałam, że taka literatura nie ma racji bytu. W końcu, jak widać, udało się – powieść ukazała się nakładem wydawnictwa Smak słowa.
Opowiedz trochę o języku tej książki – zdaje się, że praca tłumacza była w tym wypadku nie lada wyzwaniem.
„Dziewczyny…” zostały napisane mieszanką języka arabskiego literackiego, dialektalnego i slangu młodzieżowego. Na studiach uczymy się przede wszystkim języka arabskiego literackiego. Dialekty poznawałam podczas licznych podróży po krajach arabskich i mieszkając w Arabii Saudyjskiej. Język literacki możemy znaleźć w miejscowych gazetach, ale raczej nie wystarczy, żeby porozumieć się na przykład w sklepie. Kiedy pierwszy raz w Rijadzie poszłam kupić zielone oliwki na straganie, sprzedawca nie mógł zrozumieć, o co mi chodzi. Być może dlatego, że większość „gorszych” prac w Arabii Saudyjskiej wykonują imigranci z Indii czy Pakistanu, a ci mówią po angielsku, a w najlepszym wypadku znają tylko dialekt. Ja też siłą rzeczy musiałam się go nauczyć. Dodam jeszcze, że w Arabii Saudyjskiej bardzo żywa jest kultura oralna, związana z historią tego państwa, z nomadycznymi plemionami beduińskimi. Dlatego tak ważny jest ten żywy język mówiony. Sama piszę doktorat na temat poezji oralnej Półwyspu Arabskiego. Tam poezja mówiona jest modna i bardzo popularna.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...