Czy spojrzenie na wzornictwo, z którym się tam spotkałaś, jest podobne do polskiego?
Z tego co wiem, podejście praktykowane w Bezalelu różni się od podejścia innych szkół w tym kraju. Przyrównując do tego polskie spojrzenie, to wydaje mi się, że wzornictwo z Bezalelu jest dużo bardziej konceptualne. W Polsce to zaczyna się zmieniać, co można wyraźnie odczuć, także na warszawskim wydziale wzornictwa. Dopuszcza się coraz więcej eksperymentowania i czystej zabawy przedmiotem. Słyszałam opinie o kilku moich projektach powstałych w Jerozolimie, że wyraźnie widać w nich wpływy Bezalelu. Myślę, że to bardzo ważne konfrontować różne sposoby myślenia i różne podejścia.
Po roku spędzonym na studiach w Jerozolimie wróciłaś na studia i… znów je przerwałaś, by znaleźć się w Izraelu.
Izrael był dla mnie niezwykłą inspiracją, także w projektowaniu. Wiele z moich prac tam powstałych stanowi pewną konfrontację świata izraelskiego i europejskiego. Wszystko dookoła jest tam takie barwne i ciekawe. Wróciłam po te inspiracje...
Zdążyłaś dobrze poznać Izrael?
Myślę, że potrzeba na to wielu lat. Trzeba zamieszkać w tym kraju, pracować, żyć na co dzień. Wymiana studencka jest raczej czasem beztroskim i trwa bardzo krótko. Trzeba poznać wszystko najszybciej, jak się da. Żyłam w Izraelu bardzo intensywnie, ale żeby znać ten kraj, jeszcze dużo mi potrzeba.
Co cię najbardziej urzekło?
Różnorodność kulturowa, to bogactwo. A także otwartość ludzi. Bardzo szybko się tam odnalazłam i zaaklimatyzowałam, do czego w dużym stopniu przyczynili się inni studenci Bezalelu. Teraz Jerozolima jest jak mój drugi dom.
A jakie są Izraelki? Podobne do Polek?
Izrael jest krajem, gdzie służba wojskowa obowiązuje również kobiety. Dwa lata w armii sprawiają, że na pewno dziewczyny są dojrzalsze, dużo bardziej samodzielne, bardziej zdecydowane i stanowcze niż ich polskie rówieśniczki. I to właściwie widać na każdym kroku.
Media pokazują Izrael jako kraj, gdzie trudno zapomnieć, że ciągle trwa wojna.
Trzeba pamiętać o tym, że to wszystko wygląda inaczej w mediach niż w rzeczywistości. Na miejscu nie czuje się specjalnego napięcia, właściwie żyje się normalnie. Oczywiście obecność żołnierzy czy kontrole torebek przy wejściu na uczelnię i do większych sklepów przypominało mi, gdzie jestem. Ale nigdy nie miałam obaw, jeśli chodzi o autobusy i liczniejsze zgromadzenia. Byłam w Izraelu także podczas ostatniej wojny z Gazą i wtedy też trzeba było żyć normalnie, chodzić do szkoły, zajmować się sprawami codziennymi. Świadomość, że wybudowanie muru między Izraelem a Palestyną zmniejszyło liczbę zamachów terrorystycznych o ponad 80%, uspokaja.
Intensywnie podróżowałaś po Izraelu, często wyłącznie w kobiecym towarzystwie. Nie bałaś się?
Ja zazwyczaj uprawiam ryzykowną turystykę (śmiech). Idę tak daleko, jak tylko mogę, a o bezpieczeństwo szczególnie się nie troszczę, liczę na szczęście. Dzięki temu widziałam miejsca niełatwo dostępne zwykłym turystom. Zawsze motywuje mnie też chęć zrobienia dobrych zdjęć. Mam nadzieję, że to moje szczęście mnie nie opuści...
Jakie szczególne miejsca, leżące poza turystycznymi szlakami, odwiedziłaś?
Na przykład kibuc Nahal Oz, który jest jednym z najbliższych, jeżeli nie najbliższym miejscem sąsiadującym ze Strefą Gazy dostępnym cywilom. Widziałam stamtąd miasto należące już do Gazy, widziałam czołgi, rozmawiałam z patrolującymi żołnierzami. Bywałam też w miejscach, o których turyści po prostu nie wiedzą. Tak było choćby w Eilacie. Razem z przyjaciółką „uciekłyśmy” z tego jakże tłocznego kurortu, oddaliłyśmy się o kilka kilometrów. Znajduje się tam plaża, której użytkownikami są prawie wyłącznie mieszkańcy Eilatu. A oni zapewne najlepiej wiedzą, gdzie jest najfajniej. Poznałyśmy tam niezwykłych ludzi, podziwiałyśmy niezliczone stada pięknych kolorowych ryb i koralowce, których bliżej cywilizacji nie ma aż tyle.
Zaloguj się, aby zbierać punkty za komentarze.