Autor: Patrycja Długołęcka-Wójcik
Dossier:
Data urodzenia: wiecznie młoda
Miejsce urodzenia: Strzelna (Rogów), wieś w Łódzkiem
Zajęcie: śpiewaczka operowa
Motto życiowe: Cokolwiek robisz, rób najlepiej jak umiesz, a z życia bierz to, co najlepsze – na wszystko inne szkoda czasu
Strona: mariasarna.blogspot.com
P.D.: Od jak dawna Pani śpiewa?
M.S.: Śpiewałam od zawsze! Już jako trzylatka śpiewałam piosenki zasłyszane w radio i próbowałam naśladować znanych wokalistów, również operowych. Z dużą łatwością przychodziło mi wykonywanie utworów sopranem koloraturowym, czyli jednym z najwyższych głosów kobiecych. W latach 80. brałam udział w różnych konkursach i festiwalach. Wystąpiłam dwukrotnie na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze, na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, a także na Festiwalu Opolskim. Poza tym przez wiele lat współpracowałam z polską agencją artystyczną „PAGART”. Koncertowałam na całym świecie, m.in. w Japonii, Finlandii, Syrii i Jordanii.
Zaczynała Pani jako artystka estradowa. Skąd miłość do opery i śpiewania muzyki klasycznej?
Myślę, że im więcej słucha się muzyki i z nią obcuje, tym wyraźniej można dostrzec poszczególne elementy dzieła muzycznego i docenić formy bardziej wyrafinowane. Z kolei wykonywanie utworów trudniejszych i wymagających daje większą satysfakcję. Poza tym moje zainteresowanie wokalistyką z pewnością wzmocniła również współpraca z profesjonalnymi muzykami i artystami.
Jakie były Pani pierwsze kontakty ze śpiewem operowym?
Już u szkole średniej zaczęłam uczyć się śpiewu u wybitnych wokalistów i muzyków. Jednak pierwszy raz publicznie wykonałam utwór muzyki klasycznej podczas egzaminu do Łódzkiej Wyższej Szkoły Muzycznej na Wydział Wokalno-Aktorski. Kolejne moje występy operowe miały miejsce dopiero kilka lat temu. Odważyłam się na nie po latach nauki, kiedy upewniłam się, że pięknej muzyki nie krzywdzę swoim wykonaniem (śmiech).
Jednak z wykształcenia jest Pani socjologiem. Dlaczego nie studia wokalne?
Niestety, nie dostałam się na Wydział Wokalno-Aktorski w Łodzi. Rozpoczęłam więc studia socjologiczne, ale muszę powiedzieć, że był to świadomy wybór i, jak się okazało, bardzo dobry. W końcu całe swoje życie pracuję z ludźmi i dla ludzi, zawodowo i społecznie.
Skoro nie w szkole muzycznej, to gdzie zdobywała Pani wiedzę o muzyce i uczyła się śpiewu?
Wiedzę o muzyce zdobywałam w różny sposób. W szkole podstawowej grałam w zespole szkolnym na mandolinie, a później na gitarze. Dużo czytałam o muzyce, słuchałam płyt i kaset, a także uczestniczyłam w wydarzeniach muzycznych. Natomiast śpiewu uczyłam się u cenionych pedagogów i nauczycieli akademickich. Zaczęłam u Haliny Romanowskiej, solistki Opery Łódzkiej. Po przyjeździe do Warszawy trafiłam do Wandy Wermińskiej, a następnie do jej uczennicy, Haliny Popkowskiej, z którą pracuję do dziś. Obecnie współpracuję również z Jolantą Janucik, Ewą Seroką i Szymonem Kowalczykiem, wykładowcami z Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie.
Wiele lat pracowała Pani na wysokich stanowiskach w dużych korporacjach. Czy taka praca daje artystce satysfakcję?
Wszystko, czym się zajmuję, robię z przekonaniem i jak najlepiej potrafię. Chyba nigdy w życiu nie robiłam czegoś, czego nie uważałabym za potrzebne. Myślę, że zrobiłam wiele dobrych rzeczy. To daje dużą satysfakcję.
Czy całkowicie porzuciła Pani śpiew w czasie pracy zawodowej?
Dość wcześnie założyłam rodzinę i zaczęłam pracować. Łączenie obowiązków domowych i zawodowych z występami i nauką śpiewu było bardzo trudne. Od początku lat 90. zajęłam więc wyłącznie pracą na stanowiskach związanych ze sprawami pracowniczymi. Ówczesne warunki wymagały ode mnie ciągłego zdobywania nowej wiedzy i dokształcania się. Skończyłam liczne kursy w kraju i zagranicą, a także studiowałam kilka miesięcy w Wielkiej Brytanii. Wielokrotnie zdarzało się, że do pracy musiałam dojeżdżać kilkadziesiąt, a nawet kilkaset kilometrów dziennie. Dom, rodzina i praca wypełniały cały mój czas. Na śpiew nie było miejsca.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...
Piękna kobieta z piękna pasją! Nastroiło mnie to bardzo pozytywnie, bo mnie tez na AM w Łodzi brakło jednego miejsca. Może też kiedyś mi się uda, jak pani Marii zawojować świat. Grunt to nie rezygnować z tego, co się kocha. W każdym słowie wywiadu czuć miłość do muzyki. Bez względu na to, co się w życiu robi, nie wolno zapominać o swoich największych marzeniach. Pani się udało. Gratuluję!
p.s. Mozart jest faktycznie najlepszy na świecie! :) Rola Hrabiny też, choć aria "Dove sono..." koszmarnie trudna :)