Autor: Justyna Dzięcioł
Wywiad z Justyną Dzięcioł, która opowiada o swojej pasji rowerowej, możecie przeczytać tu: Justyna Dzięcioł: Czuję, że mogę szybciej i szybciej.
10 stycznia 2010 r., dzień pierwszy
Przyjechaliśmy. Poprzedniego dnia skończyłam się pakować chyba około 2 w nocy. W pracy byłam do godziny 23. Pobudka o 4; mało snu i dziś pobolewa mnie głowa. Napadało strasznie dużo śniegu: i w Warszawie, i tutaj w górach, w Wiśle. Jest cudownie, nawet jeśli nie widać gór wśród sypiącego śniegu. Podróż ciężka. Trzeba było jechać powoli. Każdy wie, co powoduje zamarzający śnieg na drodze....
Jesteśmy na miejscu: Artur, Irek i ja. Jacek dojeżdża nieco później. Strasznie dużo czasu zajmuje nam poskładanie trenażerów, cały czas pojawia się jakiś nowy problem, ale i tak mamy przy tym dużo zabawy i śmiechu.
Niedziela to mój dzień treningu i już nie mogę się doczekać, kiedy usiądę na rower, mimo że za trenażem nie przepadam. Po delikatnym treningu czuję się od razu lepiej, choć cały czas mam wrażenie, jakbym miała piach w oczach; to od niewyspania. A jutro śniadanko i na rowerek w góry. Zapomniałam ochraniaczy... Oj, będzie zimno w nóżki!
11 stycznia 2010 r., dzień drugi
Jest wieczór, właściwie już późna noc. Oglądaliśmy przed chwilą filmy w internecie o różnych zawodnikach MTB. Muszę przyznać, że to nakręcający temat na noc. Jest tyle zawodniczek lepszych ode mnie. Ale ważne, że każda z nas robi swoje i jest cały czas do przodu...
Dziś zaspaliśmy na śniadanie, ale wyruszyliśmy tylko z piętnastominutowym opóźnieniem. Zrobiliśmy dziś trening 3-godzinny. Daję radę. Już nie jest tak jak w zeszłym roku, że strasznie szybko słabnę i robię się głodna jak wilk, chociaż przegryzam co nieco. Jest lepiej. Koledzy z teamu powiedzieli, że z techniką jazdy po śniegu też jest lepiej.
Jedną z ważniejszych rzeczy dla kolarza jest jedzonko. Tutaj, w hotelu Arka, na Jaworowniku w Wiśle jest pyszne. Chłopaki nawet robią zdjęcia tego, co jest na talerzu. Dziś prosili mnie, żebym koniecznie o tym napisała. Ponoć jedzenie najlepiej smakuje, gdy nie trzeba go przygotowywać samemu.
Przyjemnie oderwać się od pracy i przez cały dzień być skupionym na tematach dotyczących roweru. Dziwne, że człowiek nie czuje się tym zmęczony. Uważam, że najprzyjemniejsze jest to, że możesz poznawać swój organizm dzięki wysiłkowi w różnych warunkach.
Zadanie na jutro: nauczyć się strzelać z nosa.
12 stycznia 2010 r., dzień trzeci
Czuję nogi i jakoś dzisiaj na początku nie mogłam się rozkręcić. Jeździliśmy chyba cztery godziny. Jakoś strasznie szybko mija ten czas poświęcony na rower. Popołudnia mijają, pochłaniają nas rozmowy, internet i oczywiście dobre jedzonko. Nie wiadomo kiedy robi się późny wieczór. Zatrzymała nas policja dlatego, że jechaliśmy w parach. Niestety w Polsce to jest jedyne rozwiązanie, żeby kierowcy nie spychali rowerzysty z drogi. No cóż. Jazda na rowerze obok siebie jest niedozwolona, ale udało nam się uniknąć mandatu – chyba dzięki temu, że jechał z nami Artur, który jest mistrzem Polski policjantów na szosie. Najważniejsze jest to, że coraz lepiej jeździ mi się w zimowych warunkach i czuję się dużo pewniej na rowerze niż w zeszłym roku. Plan na jutro – dzień lżejszy i test.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...