Autor: Malwina Mróz
Dossier:
Data urodzenia: 4.06.1985 r.
Miejsce urodzenia: Pszczyna
Motto życiowe: Nic nie dzieje się bez powodu
Ulubiony artysta muzyczny: Stevie Wonder
Strona: www.myspace.com/alicjajanosz
Hobby: muzyka, książki, filmy, rower, podróże
M.M.: Swoją przygodę ze śpiewaniem zaczęłaś dosyć wcześnie. Jak wspominasz początki swojej muzycznej kariery, jeszcze sprzed „Idola”?
A.J.: Odkąd pamiętam, moim ulubionym zajęciem było śpiewanie i wyobrażanie sobie siebie na ogromnej scenie. Gdy miałam osiem lat, za namową sąsiadki, która była nauczycielką muzyki, rodzice zabrali mnie na Festiwal Piosenki Dziecięcej i Młodzieżowej w Sosnowcu. Ponieważ wygrałam ten konkurs, naturalnie pojawiła się ogromna chęć występowania na kolejnych tego typu imprezach i tak już się wszystko potoczyło w stronę muzyki.
Czy udział i wygrana w „Idolu” pomogła Ci w jakiś sposób w Twojej muzycznej karierze?
Programy typu „Idol” dają dużą popularność. To zresztą największa i zarazem jedyna nagroda, jaką otrzymałam w „Idolu”, pomijając kontrakt fonograficzny, który przez siedem lat był dla mnie wielką zmorą. Ponieważ mając 17 lat nie byłam ukształtowanym artystą, tylko pokorną i ufną dziewczynką, nie trudno było mną manipulować i traktować mnie jak sezonowy produkt, który ma się dobrze sprzedać. Niestety, warstwa muzyczna i tekstowa, o jaką zadbał mój były wydawca, pozostawiała wiele do życzenia i do tej pory odczuwam tego konsekwencje.
Co z udziału w programie wspominasz najlepiej, a o czym wolałabyś zapomnieć?
Udział w „Idolu” wspominam bardzo dobrze. To był dla mnie czas realizacji marzeń i rozwoju w przyspieszonym tempie. Miałam okazję współpracować z profesjonalną ekipą muzyków, producentów, stylistów itp. Niewiele nastolatek z niewielkich miast ma szansę z dnia na dzień stać się osobą publiczną, robić to, co kocha i jeszcze dostawać za to brawa. Natomiast zapomnieć wolałabym o tym, co działo się po zakończeniu programu. Choć te wspomnienia traktuję jako niezłą lekcję życia i poruszania się w showbiznesie.
Jak, z perspektywy czasu, wspominasz swoje pierwsze piosenki?
Tak, jak wspomniałam, myślę, że nawet traktując mnie przedmiotowo, można było zrobić tę płytę o wiele lepiej. Z perspektywy czasu, dziwi mnie, że osoba odpowiedzialna za stronę muzyczną mojego pierwszego krążka, która naprawdę zna się na muzyce, potraktowała mnie tak nieambitnie. Jednak, jak usłyszałam niedawno od autorki piosenki „Zbudziłam się”, znanej powszechnie jako „Jajecznica”: „Trzeba wiedzieć, z kim się napić wódki”. Szkoda tylko, że to ja mam kaca.
Po wydaniu swojej pierwszej płyty zniknęłaś ze świata showbiznesu. Czy wycofanie się z życia publicznego było dla Ciebie trudne?
Po prawie dwóch latach ciągłego występowania, ciężko było podjąć taką decyzję. Nie chciałam nikogo zawieść, więc brnęłam w ślepy zaułek. Na szczęście, za namową Piotrka Banacha, odważyłam się wziąć ster we własne ręce i praktycznie jednego dnia rozstałam się z zespołem i managerem. Z wytwórnią rozstawałam się przez pięć lat. Dopiero w ubiegłym roku odzyskałam wolność i niezależność artystyczną, na której najbardziej mi zależało. W najtrudniejszym dla mnie momencie otrzymałam ogromne wsparcie od mojej rodziny i przyjaciół. Zrozumiałam, że w życiu chodzi o to, żeby było nam dobrze tu i teraz i że nie można oddawać komukolwiek prawa decydowania o sobie samym.
Czy wiele zmieniło się w Tobie od tamtego czasu?
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...