27.05.2010 12:54 Kategoria: Znane o sobie, Rower, konie, Sylwetki

Bogumiła Matusiak: Moje rowery? Było ich sporo

Legenda polskiego kolarstwa szosowego. Przez 19 lat trenowała pod kierunkiem Marka Wojny, który w 2009 roku zmarł w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Dwudziestopięciokrotna mistrzyni Polski w kolarstwie szosowym opowiada nam o trenerze, córce Kasi i smutnej rzeczywistości w polskim sporcie.


MobilneKobiety.pl - Bogumiła Matusiak: Moje rowery? Było ich sporo - fot. shutterstock

Bogumiła Matusiak: Moje rowery? Było ich sporo - fot. shutterstock

Dossier:

Data urodzenia: 24 stycznia 1971 r.

Miejsce urodzenia: Pabianice

Najważniejsze dotychczasowe osiągnięcia kolarskie: 25 razy zdobyła mistrzostwo Polski w kolarstwie szosowym; w 2004 roku wzięła udział w olimpiadzie w Atenach

Prywatnie: mama osiemnastoletniej Kasi

 

Bogumiła Matusiak: Ostatnie miesiące to dla mnie bardzo trudny okres. Na jednym z wyścigów zmarł mój wieloletni trener i wielki przyjaciel, Marek Wojna. To on był twórcą moich największych sukcesów sportowych i oparciem w trudnych chwilach. Po jego odejściu muszę godzić obowiązki matki, zawodniczki i trenerki. Strata spowodowana jego odejściem jest nieodżałowana. Brak mi slow żeby opisać ten stan. Startuję nadal, niemniej jednak uprawianie kolarstwa wiąże się dla mnie z nieporównywalnie intensywniejszym wysiłkiem, głównie psychicznym i logistycznym. Uświadamiam sobie stale, jak niebagatelną rolę w moim życiu odegrał Marek. Nawet przygotowanie techniczne rowerów, nie mówiąc o odpowiednim treningu, stały się ogromnym wyzwaniem.

 

Początki

Gdy po raz pierwszy wsiadłam na rower, miałam 6 lat. Rodzicom trudno było nauczyć mnie jeździć, nie udawało się to również moim braciom. Podołał temu dopiero mój wujek. Kolarstwo pokochałam od razu. Bardzo chciałam mieć rower, ale moich rodziców nie było na niego stać. Miałam 14 lat, kiedy rozpoczęłam pierwsze treningi. Właśnie wtedy poczułam wiatr we włosach.

Ścigałam się z chłopakami – w różnych kategoriach wiekowych. Służyło to podnoszeniu mojego poziomu sportowego. Nieźle mi to wychodziło. Nie miałam z nimi problemu (śmiech). Moje rowery? Było ich sporo. Wymienię moje ulubione: Romet, Olmo, Vitus, Battaglin, Merida, Orbea, Lapierre.

Rower to dla mnie tysiące kilometrów na treningach i wyścigach. Mnóstwo wspomnień i poznanych ludzi. Stał się moim sposobem na życie. Jazda na rowerze to doskonały sposób na spędzenie wolnego czasu i utrzymanie formy. Jednak z kolarstwa trudno wyżyć, dlatego należy dobrze zastanowić się nad podporządkowaniem mu całego życia.

 

Trener

Kiedy po raz pierwszy spotkałam Marka Wojnę, zadał mi osobliwe pytanie: „Ile ważysz i czy na poważnie traktujesz kolarstwo?”. Oczywiście poczułam się ogromnie urażona. Dopiero z czasem uświadomiłam sobie, jak ważna jest waga ciała w kolarstwie, zwłaszcza podczas górskich etapów na Tour de France – parametry wytrzymałościowe i wydolnościowe znacznie wzrastają, gdy waga zawodnika jest mniejsza.

To dzięki Markowi zaczęłam wyjeżdżać i startować za granicą. Zdawał sobie sprawę, iż jest to droga do podniesienia mojego poziomu sportowego. Dzięki dobrym występom dostawałam propozycje z innych grup zagranicznych, by startować w ich składach. Jako „Słowaczka” wygrałam etap na Emakumen Biria w Hiszpanii, etap Tour de France wygrałam, jadąc w ekipie szwajcarskiej (1999 r.). Byłam w składach grup: holenderskiej, włoskiej, węgierskiej.

Marek był człowiekiem mówiącym szczerze to, co myślał – niestety nie zawsze było to pozytywnie odbierane. Na ogół bywał chłodny w relacjach z nieznajomymi, ale z przyjaciółmi czuł się jak ryba w wodzie. Ujął mnie swoistym poczuciem humoru. Jego opowieści, mimika, gesty sprawiały, że śmialiśmy się do łez! Imponowała mi jego wiedza kolarska, umiejętności techniczne. Jak mało kto znał się na specjalistycznym sprzęcie kolarskim. Nazywano go „złotą rączką”. Kolarstwo traktował z ogromną pasją i zaangażowaniem.

Przykładał wielka wagę do detali, mawiał też często, że tylko spokój, precyzja i konsekwencja prowadzą do mistrzostwa. Bywało, iż stresował się bardziej niż ja sama! Porażkę brał zawsze na siebie. Godzinami analizował treningi, przygotowania, starty, wszystko też skrzętnie notował. Skończył fizjoterapię, by wzbogacić swoja wiedzę.

<< Pierwsza< Poprzednia123Następna >Ostatnia >>
Trwa wysyłanie Twojej oceny...
Ocena: 5.0 z 5. 4 ocen.
Kliknij pasek ocen aby ocenić wpis.

Komentarze

Joanna, 27-05-10 19:24:
"Wygrana Pucharu Polski to nagroda w wysokości 200 zł" - wierzyć się nie chce... Naprawdę trzeba kochać sport, żeby startować za takie pieniądze.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby zbierać punkty za komentarze.

Dodaj komentarz

* - pole wymagane

*
*

Inne artykuły z tej kategorii

Galeria portalu

Najnowsze wpisy na forum

  • kobiety są bardzo dobrymi kierowcami, tak jest prawda. nie powodują tyle wypadków co mężczyźni. i jako kierowcy transportu równiez dobrze się
    Nikolaśro, 8 wrz 2010, 09:35:50
  • :D ja ci polecam kota, nie trzeba z nim tak wychodzić jak z psem co jest uciążliwe zwłaszcza jak masz prace do późnych godzin. a jak wiadomo trz
    Nikolaśro, 8 wrz 2010, 09:31:36
  • Mi się marzy zwierzak ostatnio.. ale sama nie wiem, jakiego wybrać, żeby się nie męczył w mieszkaniu. Wolałabym psa, ale może lepszy byłby ko
    Amnerissob, 14 sie 2010, 23:07:31
  • Serdecznie zapraszamy na kolejne, cykliczne warsztaty masaży z Azji południowo-wschodniej: Kampinos k Warszawy: - 14-15.8 tajski masaz stop
    massagewarsawczw, 12 sie 2010, 08:48:10

O nas | Reklama | Napisz do nas | Regulamin

Copyright © 2010 MobilneKobiety.pl