Autor: Klaudia Sasor
Dossier:
Data i miejsce urodzenia: 26.03.1992 roku, Pabianice
Obecny klub: Klub Kolarski „Tramwajarz” w Łodzi
Najważniejsze osiągnięcia: mistrzostwo Polski w jeździe drużynowej
Prywatnie: uczennica I Liceum Ogólnokształcącego im. J. Śniadeckiego w Pabianicach
K.S.: Czy pasję do roweru i kolarstwa odziedziczyłaś po mamie?
K.M.: Zdecydowanie tak. Już od najmłodszych lat z wielkim podziwem obserwowałam jej ciężką pracę. Szczerze powiedziawszy, na samym początku nie chciałam iść w jej ślady. Uważałam (i nadal uważam), że kolarstwo to ciężki kawałek chleba. Broniłam się przed uprawianiem tego sportu, jak tylko mogłam, ale, jak widać, nie udało się. Dziś uważam, że wyszło mi to na dobre.
Czerpiesz z doświadczeń swojej mamy? Czy słuchasz, kiedy udziela ci rad?
Mama udziela mi wielu rad. Często zwraca mi uwagę i bardzo to doceniam, ale obie mamy troszkę inne charaktery i niekiedy dochodzi do ostrzejszej wymiany poglądów.
Jak to się stało, że wsiadłaś na rower? Jak przebiegała twoja droga do pierwszych zawodów?
Pasją do tego sportu zaraził mnie trener mojej mamy, śp. pan Marek Wojna. To on chciał, żebym spróbowała swoich sił na rowerze. Był to wielki człowiek, z ogromnym sercem dla kolarstwa. To właśnie „dwóm kółkom” poświęcił całe swoje życie. Za jego namową pojechałam na zgrupowanie do Polanicy Zdroju. A potem? Potem to już było z górki…
Jakie trasy najbardziej lubisz pokonywać? Które były najtrudniejsze?
Lubię jeździć po górkach. Co prawda, ta jazda za bardzo mi nie wychodzi, ale może kiedyś… Natomiast, jeżeli chodzi o najtrudniejszą trasę, to zdecydowanie „Walim”.
Co uważasz za swoje największe osiągnięcie?
Złoty medal mistrzostw Polski w drużynie. Muszę wspomnieć, że to nie tylko moja zasługa, ale także, a może nawet przede wszystkim, moich klubowych koleżanek: Karolinki Garczyńskiej, Kingi Urbaś i Karoliny Karasiewicz.
Co czujesz przed zawodami? Stres? A może pełną mobilizację?
Zdecydowanie stres. „Spalam się” przed każdym startem. Nieważne, czy to zawody, na których jest kilka zawodniczek, czy kilkadziesiąt, czy zawody są niższej rangi, czy wyższej. Zawsze, bez względu na wszystko, denerwuję się.
Jak zatem psychicznie przygotowujesz się do startu?
Raczej staram się nie spinać. Stres zdecydowanie nie działa na mnie korzystnie. Przed samym startem staram się jakoś wyluzować, ale zwykle nie do końca mi to wychodzi.
Czy masz jakieś szczególne wspomnienia z któryś zawodów? Jakąś zabawną sytuację z nimi związaną?
Na wyścigach jest wiele zabawnych sytuacji, ale w tej chwili ciężko mi sobie przypomnieć coś wyjątkowo śmiesznego. Najzabawniejsze jest, jak ktoś czegoś zapomni… Zdarzyło się jednak, że ktoś zapomniał kogoś. Jeden z trenerów, wracając z wyścigu, zatrzymał się na stacji i… po niedługim czasie odjechał, zostawiając dwie swoje zawodniczki. Bez pieniędzy, bez telefonów… Na szczęście, po kilkudziesięciu kilometrach zauważył ich brak. Teraz wydaje się to zabawne, ale myślę, że dziewczynom nie było wtedy do śmiechu.
Czy kolarstwo pochłania dużo czasu?
Zdecydowanie tak. Nie ukrywam, że ciężko jest pogodzić kolarstwo ze szkołą. W przyszłym roku będę miała maturę i nie ukrywam, że to ona jest dla mnie sprawą priorytetową.
Czy teraz przygotowujesz się do jakichś zawodów?
Obecnie przygotowuję się do mistrzostw Polski w parach.
Czy łączysz przyszłość z kolarstwem?
Uważam, że kolarstwo to była przygoda życia, ale absolutnie nie wiążę z tym swojej przyszłości.
Czym jeszcze się interesujesz, jakie masz hobby?
Interesuję się ogólnie wszystkimi dyscyplinami sportu. Lekkoatletyka, piłka nożna, siatkówka i oczywiście koszykówka. Mówię „oczywiście”, bo kilka lat temu ją trenowałam. A jeżeli chodzi o jakieś hobby niełączące się z żadnym sportem, to bardzo lubię rysować.
Jakie masz zatem plany na przyszłość? Wiesz, co chciałabyś robić zawodowo?
Na razie, oczywiście, wszystko zależy od dobrze zdanej matury. Będę musiała się do niej ustosunkować i wybrać jakieś studia. Bardzo lubię historię i język niemiecki. Być może pójdę na prawo? A może germanistkę? Na szczęście, mam jeszcze troszkę czasu na zastanowienie.
Jak zachęcisz czytelniczki, szczególnie te najmłodsze, do jazdy na rowerze?
Dziewczyny, jeżeli chcecie mieć ładną i wysportowaną sylwetkę, a także lepsze samopoczucie, oto moja rada: wskakujcie na rowery, bo naprawdę warto.
Dziękuję za rozmowę.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...