Dossier
Data urodzenia: 20 lipca 1975 r.
Miejsce urodzenia: Warszawa
Obecny klub: Sunny Adventure Team
Najważniejsze dotychczasowe osiągnięcia kolarskie: wielokrotnie na podium podczas wyścigów Mazovia MTB Marathon w 2006 i 2007 roku, kategoria K3; w 2007 roku zajęła trzecie miejsce w wyścigu BikeMaraton na różnych dystansach; trzecie miejsce w MTBMarathon (Nowiny, dystans Mega) w kategorii K3 i trzecie miejsce w Jura Maraton (190 km) w kategorii Open Kobiet
Prywatnie: magister ekonomii, ukończona Wyższa Szkoła Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie
Strona WWW: www.trekandbike.pl (w przygotowaniu)
J.B.: Chociaż masz na swoim koncie sukcesy kolarskie, nie uważasz tej dyscypliny sportu za swoją najważniejszą pasję.
J.S.: Na pewno rower nie jest najważniejszy w moim życiu i nigdy nie będzie. Tak się złożyło, że zawsze sprawiało mi przyjemność zwiedzanie na rowerze, a później pokonywanie rekordów dziennych. Dzięki temu poznawałam nowe miejsca, a także ludzi. Po prostu zawsze lubiłam ruch. Fajnie, jak się coś działo, nieważne, czy to był rower, czy łyżwy, czy łódka i wędkowanie z tatą, czy też pływanie.
Dzielisz swój czas między różne zainteresowania?
Kiedy pojawia się pasja, w danym momencie poświęcam jej większość swojego czasu i mam wrażenie, że to nigdy się nie skończy. Ale tak nie jest, bo zawsze nastaje kres.
Czym się interesowałaś?
Kiedyś była koszykówka, nie tylko oglądanie, ale także granie, jeżdżenie na obozy koszykarskie, rozmowy o meczach. Potem pojawiło się kino, następnie teatr. I w międzyczasie rower. Bardzo lubię też chodzić po górach, zdobywać nowe pasma gór.
Właśnie, w twojej galerii na Picasie można obejrzeć zdjęcia z pewnej trudnej wyprawy…
Moim największym osiągnięciem jest zeszłoroczne wejście na górę Ararat, która ma 5137 m n.p.m. Co prawda, dopiero za trzecim razem (w ciągu dwóch lat), ale to niezwykłe przeżycie. Moją inną pasją jest zwiedzanie, poznawanie i odkrywanie nowych miejsc. Z tym częściowo wiąże się jazda na rowerze, ale lubię zwiedzać też pieszo. Na jednej ze swoich wypraw poznałam swojego męża (śmiech).
Jeśli poświęcać się jakimś zainteresowaniom, najlepiej mieć towarzystwo.
Często jest w życiu tak, że zarażamy się jakąś pasją od znajomych. Mimo że wcześniej jeździłam na rowerze, dopiero w wieku studenckim poznałam ludzi, z którymi rozwijałam tę pasję. Co ciekawe, ja się rozwijałam, a oni się zatrzymali, nie pociągały ich coraz dłuższe dystanse. Tak więc te trudniejsze wycieczki odbywałam z kolejnymi poznawanymi ludźmi. Później przyszła pora na maratony, znowu z nowymi osobami, bo jednak taka forma jeżdżenia nie każdemu odpowiada.
A w młodości? Dzieliłaś z kimś radość z jazdy?
Mój tata był towarzyszem dłuższych – jak na mój ówczesny rower i moje możliwości – wypraw. Pamiętam nasze wycieczki, na przykład z Natolina do Wilanowa (rejony w Warszawie – przyp. red.). Teraz prowadzi tamtędy droga asfaltowa, ale kiedyś była to pofałdowana szutrówka, w dodatku z wjazdem na skarpę. Dawałam radę, mimo że tata miał rower z większymi kołami.
Jeździłaś też poza Warszawą?
Tak, na wczasach. Pamiętam jedną przygodę, kiedy wybraliśmy się na dłuższą wycieczkę z rodzicami i tata wziął mnie na bagażnik, bo jazda samodzielna na rowerze byłaby dla mnie zbyt forsowna. Gdy dojeżdżaliśmy do ośrodka, oprałam o koło nogę. Noga się wkręciła, przebiła ją szprycha. Do dziś mam bliznę na wysokości kostki, ale nie zniechęciło mnie to do rowerów.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...