16.02.2010 17:54 Kategoria: Kobiety sportu, Rower, konie

Emilia Szymańska: Miłość do kolarstwa mam we krwi

Pierwsza polska kolarka, która przejechała TransAlp Challenge, zawody uważane za jedne z najtrudniejszych na świecie. Obecnie mieszka w Szwajcarii, gdzie trenuje, pracuje i pisze doktorat.


MobilneKobiety.pl - Emilia Szymańska: Miłość do kolarstwa mam we krwi, fot. shutterstock

Emilia Szymańska: Miłość do kolarstwa mam we krwi, fot. shutterstock

Dossier

Data urodzenia: 30 lipca 1981 r.

Miejsce urodzenia: Szczecin

Obecny klub: bez przynależności do teamu (w tym roku)

Najważniejsze dotychczasowe osiągnięcia kolarskie: 19. miejsce w Maratonie Pucharu Świata w Falun w 2005 r.; pierwsza polska kolarka, która pokonała TransAlp Challenge

Prywatnie: absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu Szczecińskiego, absolwentka miedzynarodowych studiów  FIFA Master  (De Monfort University w Leicester w Anglii, SDA Bocconi School of Management w Mediolanie, we Włoszech, Uniwersytet Neuchatel w Neuchatel w Szwajcarii)

Strona WWW: www.emilia-mtb.com

 

Podobnie jak w przypadku wielu polskich kolarek, zostałaś zarażona pasją rowerową przez swojego tatę.

To prawda, kiedy byłam jeszcze bardzo mała, tata, który był kiedyś kolarzem, woził mnie na rowerze w zamontowanym z przodu wiklinowym koszyku… A obok pedałował mój brat.

 

Brzmi intrygująco! Zabierał cię wtedy w dalekie trasy?

Odległości musiały być spore, bo często zasypiałam w tym koszyku. Tata jechał wtedy, jedną ręką trzymając kierownicę, a drugą podtrzymując moją głowę.

 

W takim towarzystwie pewnie szybko zaczęłaś jeździć samodzielnie.

Miłość do kolarstwa mam po prostu we krwi (śmiech). Zaczęło się od rowerku Pixi, na którym szybko nauczyłam się jeździć bez bocznych kółek. Następne rowery dostawałam po bracie, gdy wyrastał z kolejnych modeli. Na pożyczonym od niego Canyonie zwyciężyłam w swoich pierwszych zawodach w październiku 1996 roku. Po tej wygranej zażądałam od rodziców kupna roweru dla mnie i dostałam Gianta. Później była Merida, Kelly’s, kolejny Giant i Scott.

 

Twoja przygoda z kolarstwem zaczęła się na dobre dzięki rowerowi brata?

Pożyczałam rower na treningi z nauczycielem wychowania fizycznego Karolem Radzimskim, późniejszym założycielem klubu TRYGŁAW. Dzięki niemu poznałam Piotrka Wasila, który stał się dla mnie nie tylko sparingpartnerem na treningu, ale też absolutnym rowerowym guru. Jeździliśmy codziennie, np. do Stargardu Szczecińskiego, oddalonego od Szczecina o 25 km. Zawsze z przystankiem na siedmiogałkowe lody (śmiech). Niedługo później pan Karol zorganizował całą grupę jeżdżących, oprócz mnie samych chłopaków, i sformalizował powstanie klubu.

 

Czy jazda w męskim towarzystwie powoduje, że byłaś postrzegana jako naprawdę twarda dziewczyna?

Odnoszę wrażenie, że kolarze płci męskiej nie postrzegają dziewczyn jeżdżących na rowerach jako twardzielki. Jeśli już ktoś miałby je w ten sposób oceniać, to chyba tylko ci, którzy nie trenują żadnego sportu. Ale tacy uznają każdego sportowca za twardziela.

 

Trzeba ci przyznać, że dokonałaś fantastycznej rzeczy. Jako pierwsza Polka przejechałaś 700-kilometrową trasę TransAlp Challenge.

Jej pokonanie zajęło mi blisko 50 godzin. Cały ten alpejski wyścig był dla mnie ogromnym wyzwaniem. Ściganie się podczas wyścigu etapowego jest bardzo wyczerpujące, tym bardziej na trudnych trasach w Alpach.

 

Stawiałaś przed sobą też inne, równie trudne zadania.

Jednym z moich najważniejszych rowerowych doświadczeń był 800-kilometrowy wyścig TransGermany w 2007 roku. Po wyczerpującym ściganiu się z Alison Sydor na jednym z etapów stanęłam (zajelismy trzecie miejsce) na podium, a potem samotnie pokonałam ostatnie dwa etapy, kiedy mój partner nie mógł kontynuować wyścigu (pokonuje się go w dwuosobowych drużynach – przyp. red.). Nigdy w życiu nie podejrzewałabym, że jestem w stanie znieść taki wysiłek.

 

Nagrodą za podjętą rywalizację są z pewnością nie tylko zdobyte punkty, lecz także przyjemności płynące z samej jazdy?

Kto raz spróbuje tego sportu, ten na pewno będzie się chciał w nim rozwijać i pokonywać coraz bardziej wymagające i urokliwe trasy. Emocje, których się doświadcza podczas jazdy, adrenalina, która pociąga nas do robienia rzeczy, na które w innych okolicznościach byśmy się nie odważyli i osiągana na końcu satysfakcja sprawiają, że rower staje się nieodłącznym elementem życia. Tak było i w moim przypadku.

<< Pierwsza < Poprzednia Strona 1 Strona 2 Następna > Ostatnia >>
Trwa wysyłanie Twojej oceny...
Jeszcze nie ocenione. Bądź pierwszym który oceni ten wpis!
Kliknij pasek ocen aby ocenić wpis.

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

* - pole wymagane

*
*

Samochody kontra ludzie

Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...

Inne artykuły z tej kategorii

Galeria portalu

Biznes kopany, fot. sxc.hu

Biznes kopany

Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...

O nas | Reklama | Napisz do nas | Regulamin

Copyright © 2010 MobilneKobiety.pl