Dossier
Data urodzenia: 20 marca 1980 r.
Miejsce urodzenia: Świnoujście
Obecny klub: FizjoTech Warszawa
Najważniejsze dotychczasowe osiągnięcia kolarskie: mistrzostwo Polski w zawodach drużynowych, wicemistrzostwo na Górskich Mistrzostwach Polskich i Parami (2009 r.); brąz ze startu wspólnego podczas Mistrzostw Polski, kategoria Elita (2007 r.).
Prywatnie: absolwentka Instytutu Kultury Fizycznej na Uniwersytecie Szczecińskim
Kontakt: harkowska.ania (at) gmail.com
J.B.: Jak wyglądała twoja kariera sportowa przed wypadkiem w 2002 roku?
A.H.: Najpierw uprawiałam biegi. Jako pierwsza świnoujścianka i najmłodsza uczestniczka przebiegłam Maraton Warszawski, miałam niespełna 18 lat. Później był rower – pierwsze treningi rowerowe rozpoczęłam, mając aż 19 lat. W okresie studiowania w Szczecinie zaczęłam odnosić pierwsze sukcesy w pięknej dyscyplinie sportu, triatlonie (łączy biegi, jazdę na rowerze i pływanie – przyp. red.).
Który element trójboju wychodził ci najlepiej?
Szybko przekonałam się, że moją najmocniejszą stroną jest właśnie jazda na rowerze. Chciałam się przekonać, czy poradzę sobie w kolarstwie. Okazało się, że nawet nieźle mi idzie, zaczęłam wygrywać i uwierzyłam, że to właśnie w tej dyscyplinie mogę dojść do najwyższego poziomu sportowego i zdobycia najcenniejszych medali i tytułów. Niestety, wypadek odebrał mi wiele marzeń, ale nie poddałam się!
Po wypadku wszystko się zmieniło…
Wypadek zostawił mi straszne wspomnienia. W maju 2002 roku zostałam potrącona przez samochód na przystanku autobusowym w Szczecinie. Połamane obie nogi, razem 26 złamań, miałam utracić lewą... Po wielu operacjach i długiej rehabilitacji poznałam trenera ze słubickiego klubu „Lider’’, gdzie zaczęłam trenować i odnosić sukcesy. Mimo tak dużego urazu nie poddałam się i dzięki uporowi, ciężkiej pracy, powróciłam do sportu – rywalizuję ze sprawnymi dziewczynami jak równa.
Musiałaś być niezwykle zdeterminowana.
Mogłabym dużo opowiadać o wypadku, moim powrocie do sportu i o tym, jak wiele zawdzięczam trenerowi ze Słubic Marianowi Kowalskiemu. Tak, to właśnie wypadek sprawił, że rower jest tak ważny w moim życiu. Kiedyś biegałam, co przynosiło mi wiele radości i satysfakcji, teraz nie mogę. Mam za to jazdę na rowerze i wyścigi, bez których nie mogę żyć.
Jak narodziła się twoja sportowa pasja?
Od dziecka miałam zaszczepione umiłowanie do ruchu i wielu dyscyplin sportowych – dzięki mojemu tacie. Wiele czasu spędzaliśmy na wyprawach i treningach. Nauczył mnie gry w tenisa ziemnego, pływania, jazdy na rowerze, łyżwach, nartach i wielu innych sportów. Teraz każdą wolną chwilę spędzam czy to na pływalni, czy to gimnastykując się lub odpoczywając w saunie. Uwielbiam stan, kiedy po ciężkim treningu po prostu leżę i czuję, jak odpoczywają moje przyjemnie zmęczone nogi.
To brzmi, jakbyś była od tego uzależniona…
Trener musi czasem wykłócać się ze mną, żebym odpuściła kolejny trening. Ja nie zawsze daję się przekonać i często przypłacam to kontuzją lub przeziębieniem.
Jednak w Polsce miłość do sportu i świetne wyniki to ciągle za mało, żeby utrzymać się z kolarstwa.
Jeżeli chodzi o polskie warunki, wielu z nas w kolarstwie trzyma raczej miłość do roweru, przyjemność, adrenalina, rywalizacja. Tak naprawdę często dokładamy z własnej kieszeni! Próbowałam w wielu klubach i grupach, liczyłam, że może teraz będzie lepiej. Niestety, zawsze kończyło się na obiecankach dobrych startów i stypendium. Z trenerem Kowalskim jeździłam na wyścigi za własne pieniądze.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...