Dossier
Data urodzenia: 6 marca 1991 r.
Miejsce urodzenia: Kościan
Obecny klub: UKS Trójka Jarocin
Najważniejsze dotychczasowe osiągnięcia kolarskie: mistrzostwo Polski w kolarstwie górskim 2009 (juniorka, rok drugi); klasyfikacja generalna Lang Team Grand Prix MTB 2009, I miejsce; Puchar Polski MTB 2009 Polskiego Związku Kolarskiego, I miejsce; Mistrzostwa Europy MTB 2009 w Zoetermeer w Holandii – 12. miejsce
Prywatnie: studentka biotechnologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
Strona WWW:http://www.weronikarybarczyk.pl
J.B.: Rok 2009 był chyba dla ciebie szczęśliwy, zdobyłaś wymarzone Mistrzostwo Polski…
W.R.: To prawda, parę lat temu obiecałam sobie, że zdobędę ten tytuł, obojętnie w jakiej dziedzinie, byle tylko być najlepszą w kraju. W sezonie 2009 właśnie to osiągnęłam.
A które jeszcze sukcesy zaliczasz do tych największych?
Każde zdobyte trofeum jest dla mnie w pewien sposób ważne. Pamiętam na przykład, jak pękałam z dumy, kiedy zajęłam trzecie miejsce na wielkopolskich zawodach w Wągrowcu w 2003 roku. Najnowsze, które jest dla mnie ogromnie znaczące, to 9. miejsce na ostatniej edycji Pucharu Świata 2009 w Schladming.
Żeby dobrze pojechać, trzeba mieć przygotowanie nie tylko fizyczne, lecz także psychiczne. Jakie myśli przychodzą ci do głowy podczas jazdy?
Jeśli myślę o czymś innym niż o tym, co akurat dzieje się na trasie, to znaczy, że źle przygotowałam się do startu. Podczas jazdy muszę być w stu procentach skoncentrowana na jeździe, jeśli już myśleć, to tylko o tym, co jest tu i teraz. Gdy mój umysł ucieka na inne tory, wiem, że się poddał, i trzeba go reanimować! Zdarza mi się, że podczas całego wyścigu nie myślę o rywalizacji, ale wtedy mam wrażenie, że ani nie przejechałam go dobrze, ani nie wzbogaciłam się o żadne nowe doświadczenia.
Jaka była najtrudniejsza trasa, z którą przyszło ci się zmierzyć?
Wydaje mi się, że najwięcej trudności sprawiła mi trasa na Pucharze Świata w Champery. Przed zawodami przejechałam ją tylko dwa razy, i to w przeddzień wyścigu: nie dość, że nie pamiętałam jej dobrze, to w dodatku nie udało mi się opanować prędkości zbliżonych do tych podczas rywalizacji. Żałuję, że nie miałam więcej czasu na to, żeby wszystko na niej przećwiczyć, co na pewno dałoby mi większą pewność siebie i opanowanie. Ponieważ trasę przejeżdża się w czasie zawodów parokrotnie, można raczej mówić o trudnych fragmentach, na przykład odcinkach z wieloma zakrętami, zjazdach z korzeniami. Wyzwaniem jest pokonać je płynnie.
Najciekawsze odcinki to te, na których „coś się dzieje”?
Tak, musi być dużo korzeni i kamieni (śmiech). Lubię trasy, które stawiają przede mną wyzwania, na przykład mają duże przewyższenie i wymagają pełnej koncentracji na fragmentach technicznych. Podczas treningów i zawodów mogę być ogromnie zła, że coś mi nie wychodzi, ale po zakończeniu wyścigu takie trasy najlepiej wspominam.
Jednak im więcej przeszkód, tym większe ryzyko.
Dla mnie ryzyko to fakt, z którym już się oswoiłam – przynajmniej w tak dużym stopniu, w jakim mogłam. Na rowerze złamałam raz prawą i raz lewą rękę, jestem czasem trochę posiniaczona, zwłaszcza po treningach na trudnej trasie. To, co w kontuzjach denerwuje najbardziej, to nie sam ból, ale to, że potem często nie można trenować przez pewien, zwykle długi, czas. Ale czy przypadkiem nie mówimy: jest ryzyko – jest zabawa? (śmiech).
Zaloguj się, aby zbierać punkty za komentarze.
Gdzie jechać na wakacje? Jaka będzie pogoda? Jaką trasę wybrać? Najczęściej odpowiedzi na te...
Coraz więcej z nas ceni sobie aktywne spędzanie wolnego czasu. Podczas biegania czy jazdy na...