Autor: Joanna Sabak
„Z goryczy soli moja radość…” – tak zatytułowała swoje wspomnienia z samotnego rejsu dookoła świata Teresa Remiszewska, zwana Pierwszą Damą Bałtyku. Urodzona w 1928 roku wnuczka zakopiańskiego górala wychowała się w Gdyni. Dzięki żeglarskim zainteresowaniom swojej siostry złapała morskiego bakcyla już jako nastolatka i szybko zaczęła się piąć po stopniach marynarskiej kariery. Podobno gdzie tylko mogła, starała się wepchnąć do szkutni czy na krótki rejs po przybrzeżnych wodach Bałtyku.
Wkrótce gdyńscy żeglarze przywykli do filigranowej, urodziwej Tereski, która sama szybko została instruktorem żeglarstwa i oficerem na żaglowcach. Od morza nie oddzielił jej ani rozwód (samotnie wychowywała dwójkę dzieci), ani trudne warunki materialne. Podobno na swoim pierwszym kapitańskim rejsie w trakcie sztormu znokautowała rozhisteryzowanego załoganta, który w napadzie paniki chciał wyskoczyć za burtę.
W 1970 roku Teresa Remiszewska podjęła kolejne wyzwanie – na małym jachcie o nazwie „Zenit” samotnie wyruszyła na 690-milowy rejs po Bałtyku. W tamtych czasach był to nie lada wyczyn, nawet dla mężczyzny. Przed nią zaledwie kilka kobiet na świecie odważyło się na samotne żeglowanie po morzu. Drobna pani kapitan uhonorowana została za to nagrodą „Rejs roku 1970” i propozycją rejsu życia: samotnej podróży przez Atlantyk.
Udział w regatach transatlantyckich w 1972 roku przyniósł jej światową sławę. Teresa Remiszewska byłą pierwszą Polką i czwartą kobietą, która dokonała tego czynu. Szczególnie że ani pogoda, ani sam jacht „Komodor” nie sprzyjały pani kapitan. Chociaż wyprawa ta okazała się bardziej walką o przetrwanie niż pogonią za zwycięstwo, twarda pani kapitan zapisała się w pamięci żeglarzy całego świata. W trakcie swojego 57. rejsu Remiszewska przeżyła kilka sztormów, w jednym z nich uszkodzony został główny maszt. Wspomnienia z tej wyprawy pani kapitan opisała w przytoczonej wyżej książce „Z goryczy soli…”. Ta opowieść o samotnej walce z żywiołem była wielokrotnie nagradzana jako najlepsza książka o żeglarstwie.
Teresa Remiszewska zmarła na zawał w 2002 roku. Po sukcesie regat w 1972 roku władze polskie wcale nie oddały jej honorów. Planowany przez kilka lat samotny rejs pani kapitan dookoła świata spalił na panewce z powodu trudności z przygotowaniem odpowiedniego jachtu. Niepowodzeniem zakończyła się próba zorganizowania kobiecego rejsu żaglowcem w 1980 roku. Prześladowana w stanie wojennym, zapomniana po 1989 roku pani kapitan pociechę znajdowała na morzu, żeglując z dziećmi i wnukami. Uhonorowana pośmiertnie festiwalem szantowym swojego imienia, Pierwsza Dama Bałtyku pozostaje w pamięci marynarzy, żeglując po transatlantyckim niebie.
Samotna na oceanie
Rejs dookoła świata ominął Teresę Remiszewską. Jej miejsce zajęła inna Polka – Krystyna Listkiewicz – która na ogłoszenie o konkursie Polskiego Związku Żeglarskiego odpowiedziała jasno: popłynę, moim własnym jachtem. Czas naglił: rejs taki podjęła także Austriaczka, Waltraud Meier.
Listkiewicz miała w stosunku do swojej konkurentki kilka miesięcy opóźnienia, jednak do samego końca była przekonana, że uda się jej być pierwszą. 10 marca 1976 roku, kiedy z portu w Las Palmas wyruszyła w drogę, wierzyła, że da radę. Kilka dni później musiała zawrócić z powodu awarii. Drugie wyjście w morze (28 marca) było już ostateczne: przez Kanał Panamski, Ocean Spokojny, wokół Australii, Afryki i Europy opłynęła świat. Prześcignęła konkurentki z Austrii, Anglii i Francji, chociaż dysponowały one nowocześniejszymi i szybszymi jachtami. Trasę z Las Palmas do Kanału Panamskiego pani kapitan pokonała z prędkością, jaką osiągają jachty z pełną załogą. Już ten etap podróży przyniósł jej pierwsze słowa uznania.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...