02.04.2011 10:39 Kategoria: Jej portret - kobiety historii

Anna Walentynowicz: Ilu ja dobrych ludzi spotkałam w życiu

Autor: Anna Maziuk

Anna Walentynowicz, z domu Lubczyk, urodziła się na terenie dzisiejszej Ukrainy, w Równem, 15 sierpnia 1929 roku. 10 kwietnia 2010 zginęła w tragicznej katastrofie samolotu rządowego lecącego do Smoleńska. Miała oddać hołd ofiarom zamordowanym siedemdziesiąt lat wcześniej w Katyniu.


Anna Walentynowicz, portret nagrobny. Fot. Wikimedia Commons

Anna Walentynowicz, portret nagrobny. Fot. Wikimedia Commons

Miała niezwykle ciężkie dzieciństwo. W wyniku wybuchu II wojny światowej straciła całą rodzinę. Dziesięcioletnią sierotę przygarnęli obcy ludzie, u których mogła mieszkać, jednak kosztem bardzo ciężkiej, niemalże niewolniczej pracy od rana do nocy. W wieku szesnastu lat Walentynowicz uciekła od swych gospodarzy. Pracowała najpierw w piekarni, gdzie po raz pierwszy spotkało ją prawdziwe dobro – mogła jeść białe bułeczki za darmo, do woli. Mówiła, że w życiu spotkała bardzo wielu dobrych ludzi, którzy jej bardzo pomogli. Od jednych dostała w prezencie suterynę i piecyk, dzięki któremu mogła się pozbyć odmrożeń. Najcieplej wspomina jednak człowieka, który poradził jej, aby nie siedzieć bezczynnie, tylko iść do pracy do stoczni.

Anna skończyła cztery klasy szkoły podstawowej, kurs dla spawaczy i zatrudniła się w Stoczni Gdańskiej.

 

Przodownica pracy

Anna pracowała bardzo ciężko, początkowo wierząc w hasła odbudowy kraju i idee równości społecznej. Odmówiła jednak wstąpienia do PZPR, w owym czasie czując się jeszcze niegodna „takiego zaszczytu”. Należała za to do ZMP. Brała udział w berlińskim Zlocie Młodzieży w1951 roku. W rozmowie z Hanną Krall wspomina, jak byli szkoleni, aby nie rozmawiać z „agentami imperializmu” i jak potem znikali ci, którzy nie zastosowali się do tych zasad. Było to jej pierwsze zderzenie z kłamliwą twarzą PRL. W 1952 roku, jeszcze jako Anna Lubczyk, urodziła syna Janusza. Za mąż nie wyszła, jego ojciec nie był tego wart.

Mimo że wykonywała jeden z najcięższych i najryzykowniejszych zawodów w stoczni, jej zarobki były bardzo nędzne. Ledwo starczało na żywność, nie było mowy o własnym mieszkaniu i innych potrzebach. Napisała list do Bieruta, na który nigdy nie dostała odpowiedzi. Pytała w nim: „Czy mam zginąć z tym dzieckiem, jak bezdomny pies?”. W 1959 roku dyrekcja stoczni przyznała jej 38-metrowe mieszkanie we Wrzeszczu. W międzyczasie Anna porzuciła ZMP i przystąpiła do walki o prawa kobiet do godnego życia. Zaczęła działać w Lidze Kobiet. Poważne problemy z bezpieką zaczęły się około 1968 roku, kiedy Anna, broniąc praw do uzyskiwania nagród przez kobiety ze stoczni, publicznie skrytykowała przewodniczącego rady, który część pieniędzy rozdzielał między swoich protegowanych, a resztę przegrywał w totolotka. Po tym incydencie Anna została wezwana na przesłuchanie. Już wtedy chciano ją zwolnić, ale kiedy 65 stoczniowców podpisało list protestacyjny, okazało się to zbyt ryzykowne. Przeniesiono ją jedynie do innego wydziału, gdzie została suwnicową.

 

Historia właściwa

W 1964 roku Anna wyszła za mąż za ślusarza Kazimierza Walentynowicza. Rok później zachorowała na raka. Lekarze dawali jej maksymalnie pięć lat życia. W grudniu 1970 roku, kiedy minęło już ponad pięć lat od momentu, w którym prognozowano jej śmierć, zaczynała się fala protestów. To wtedy Anna postanowiła, że musi robić coś, żeby zmieniać świat na lepsze. Wiedziała, że sama całego nie zwojuje, zaczęła zatem od małych rzeczy. Gotowała mleko w stoczni swoim kolegom, żeby nie musieli chodzić na odległe stołówki, pomagała niedołężnym staruszkom. W 1971 roku zmarł jej mąż. Anna samodzielnie wykonała dla niego krzyż nagrobkowy.

W 1978 roku usłyszała w radiu Wolna Europa o powstaniu Wolnych Związków Zawodowych. Było zaskoczona, że WZZ tworzyli także ludzie pochodzący z inteligencji, którzy chcieli pomagać prostym robotnikom. Dzięki Bogdanowi Borusewiczowi zaangażowała się w działanie Związków. Od tej pory jej mieszkanie służyło za miejsce spotkań albo ukrycie dla ich członków. Anna przeznaczyła całą swoją pensję na działalność WZZ. W 1980 roku, pod pretekstem niestawienia się do pracy (a przychodziła codziennie), została dyscyplinarnie zwolniona. Tydzień później w Stoczni wybuchł strajk, którego wynikiem było powstanie NSZZ Solidarność. Stoczniowcy domagali się przywrócenia Anny do pracy. Zaniepokojona dyrekcja stoczni postanowiła przyjąć ją z powrotem. Zaspokoiło to Lecha Wałęsę, który był jednym organizatorów strajku, ale Walentynowicz wzywała do kontynuowania protestu do momentu realizacji wszystkich postulatów, także tych wysuniętych przez inne zakłady pracy. Razem z Borusewiczem, Aliną Pieńkowską i Kazimierzem Szołochem postanowili dalej strajkować. Najprawdopodobniej to właśnie wydarzenia sierpnia 1980 roku zaważyły na całości jej późniejszych stosunków z Wałęsą.

<< Pierwsza < Poprzednia Strona 1 Strona 2 Następna > Ostatnia >>
Trwa wysyłanie Twojej oceny...
Jeszcze nie ocenione. Bądź pierwszym który oceni ten wpis!
Kliknij pasek ocen aby ocenić wpis.

Komentarze

J, 08-04-11 16:54:
słyszałam, że była bardzo trudną osobą i niełatwą we współpracy, więc to, że przez ostatnie lata była zapomniana, możę częściowo było jej własną zasługą?

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

* - pole wymagane

*
*

Samochody kontra ludzie

Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...

Inne artykuły z tej kategorii

Galeria portalu

Biznes kopany, fot. sxc.hu

Biznes kopany

Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...

O nas | Reklama | Napisz do nas | Regulamin

Copyright © 2010 MobilneKobiety.pl