Autor: Klaudia Zalewska
Dossier:
Data urodzenia: 20 maja 1989 r.
Miejsce urodzenia: Warszawa
Motto: Nic nie dzieje się bez przyczyny.
K.Z.: Zacznijmy od początku. Jak rodziła się twoja pasja?
P.M.: Zaczęło się już w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Byłam wtedy fanką Spice Girls, znalazłam trzy koleżanki z podobnym zamiłowaniem i występowałyśmy głównie na świetlicy. Zainteresowała się nami pani pedagog, która zajmowała się organizacją m.in. przedstawień. Zaczęłyśmy brać udział w szkolnych uroczystościach, byłyśmy wysyłane na konkursy muzyczne. To również pani pedagog namówiła mnie na zapisanie się do domu kultury na lekcje śpiewu. Jak widać, początki mojej przygody z muzyką były nadzwyczaj prozaiczne (śmiech). W gimnazjum miałam okres buntu i mikrofon zamieniłam na deskorolkę.
Nie rozstałaś się jednak na długo ze sceną…
Nie. Wróciłam do śpiewania w liceum. Koło teatralne potrzebowało kogoś do „zapełnienia luki” w przedstawieniu. Koleżanka poleciła mnie, więc nie miałam wyboru i musiałam wystąpić. Spodobałam się, dlatego pomyślałam, że może warto znów zacząć śpiewać. Wróciłam też do domu kultury na lekcje, na dwa–trzy lata. Potem na swojej drodze spotkałam Tomasza Hoffmanna, który do dziś mi towarzyszy. Najpierw jako nauczyciel śpiewu, później jako bliski przyjaciel.
Opowiedz o zespole, z którym się związałaś.
Zespół The Talents powstał w zeszłym roku, w sierpniu. Jego założycielem i pomysłodawcą jest właśnie Tomasz Hoffmann. Ideą powstania grupy była myśl, by móc pracować i zarabiać głosem. Robić to, co kochamy. Bardzo dobrze współpracuje mi się na scenie z Tomkiem i Gosią. Dzięki temu projektowi bardzo rozwinęłam się wokalnie. Nagrywamy covery znanych utworów, ale przekształcamy je „po swojemu”.
Na castingach do „Mam talent” pojawiliście się we trójkę. Co zatem czułaś, gdy jury kazało ci wystąpić w dogrywce bez Tomka i Gosi?
Do „Mam talent” zgłosiliśmy po to, by pokazać się szerszej publiczności. Zaśpiewaliśmy razem, ale jury uznało, że chce tylko mnie. Zrozumiałam, że już przechodzę do następnego etapu, ale jako solistka. Wtedy Kuba się zrehabilitował i stwierdził, że każdy powinien mieć w programie równe szanse, więc mam wziąć udział w dogrywce. Kiedy zapytali mnie, czy zaśpiewam solo byłam zdezorientowana. Niedługo się jednak wahałam. Wiedziałam, że mój zespół nie będzie miał mi za złe tego, że wykorzystam daną mi szansę. Muszę zaznaczyć, że poszłam na casting chora – z niesamowitą chrypą, ok. 40-stopniową gorączką i prawie nie słysząc na jedno ucho. Do śpiewania wybrałam „Crazy” duetu Gnarls Barkley, bo to jeden z moich popisowych numerów (śmiech). Nie jest to jednak łatwy utwór dla kogoś, kto jak ja wówczas, ma trudności z wydobyciem z siebie głosu. Nie chciałam sie jednak wycofać. Postawiłam więc wszystko na jedną kartę i wyszłam na scenę z założeniem „co ma być, to będzie”.
Podczas występów tryskasz energią i pewnością siebie. Czy trema nie zalicza się do twoich wrogów?
Wydaje mi się, że ja się urodziłam po to, żeby być na scenie. Rzadko odczuwam tremę przed występami. Stres w moim przypadku bardzo mnie mobilizuje. Stojąc za kulisami, nie mogę się już doczekać, by wyjść i śpiewać. A kiedy już jestem na scenie – czuję się świetnie. Nie krępuje mnie to, że ogląda mnie pięć milionów ludzi czy to, że występuję przed komisją, która ma zadecydować o moim być albo nie być w programie. Na scenie daję z siebie wszystko.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...