Autor: Tekla Woźniak
Miejsce urodzenia: Toledo, Hiszpania
Zawód: wykłada język hiszpański na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (Instytut Językoznawstwa).
Strona WWW: www.evarufo.com
CZĘŚĆ DRUGA WYWIADU:
Cuentacuentos to hiszpański zwyczaj opowiadania krótkich historii, który pojawił się w latach pięćdziesiątych w jednej z bibliotek w Barcelonie, aby zachęcić ludzi do czytania książek i tym samym podjąć walkę z analfabetyzmem. Od tego czasu historie wędrowały przez przytułki, domy kultury, więzienia, bary, ulice. Do dziś wiele pubów ma swoja godzinę Cuentacuentos, a miasta organizują festiwale, gdzie można wysłuchać profesjonalnych opowiadaczy.
(Z materiałów prasowych Teatry Ósmego Dnia)
J.T.W.: Kiedy dokładnie przyjechałaś do Polski?
E.R.: Lądowałam tutaj dokładnie we wrześniu 1997 roku, 12 lat temu. W Instytucie Językoznawstwa, na uniwersytecie, gdzie pracuję, otwarto właśnie grupę hiszpańską.
Czy Twój hiszpański akcent budził tu wówczas jeszcze zdziwienie?
Język hiszpański zaczynał być wszędzie obecny, na przykład w powstających szkołach językowych. Nadal jest szalenie popularny i praktyczny, bo cała Ameryka Południowa i Centralna, oprócz Brazylii, mówi przecież po hiszpańsku. Jadąc do Hiszpanii, ludzie lubią umieć coś powiedzieć. Hiszpański jest dla was łatwy, raz, dwa, trzy i w sześć miesięcy potraficie już posługiwać się tym językiem.
Czy z Cuentacuentos podobnie jak z tańcem zetknęłaś się już jako dziecko?
Z Cuentos mam kontakt właściwie od zawsze, ponieważ miałam cudowną babcię, która opowiadała mi wymyślane przez siebie opowieści. Potem spotykałam się z Cuentos w knajpach i w bibliotekach. Od lat osiemdziesiątych, kiedy w Hiszpanii był boom na opowiadanie opowieści, spotykam się z Cuentacuentos właściwie wszędzie, w każdym mieście. Istnieją bardzo różne sposoby opowiadania, w wielu knajpach organizowana jest tzw. godzina opowiadania opowieści. Niektórzy ludzie żyją w tym momencie wyłącznie z opowiadania.
A jak jest u nas z zainteresowaniem Cuentacuentos, które poniekąd zaszczepiłaś na tutejszym gruncie?
Kiedy po raz pierwszy organizowałam Cuentacuentos, 11 lat temu, to było coś niesamowitego. Byłam wówczas na stypendium i przez rok zajmowałam się wyłącznie tym. Zaproponowałam Cuentacuentos studentom, najpierw aby ożywić zajęcia na uniwersytecie. Chodziło o to, aby studentów neofilologii trochę rozruszać i zaoferować im coś bardziej kreatywnego niż ślęczenie nad książkami. Ale kiedy zaproponowałam im Cuentacuentos, oni odmówili: „Nie będziemy robić czegoś takiego”.
W jaki sposób udało ci się ich jednak przekonać?
Jeden student porozmawiał z ludźmi z filologii hiszpańskiej i oni z kolei byli bardzo zainteresowani. Tam od razu miałam grupę 11 osób chętnych, żeby opowiadać. Pierwszy raz występowaliśmy na ulicy Libelta, w klubie „Żak”, później zamienionym na “U sąsiadów”. Byliśmy tak może z pięć lat. Tydzień opowiadania odbywał się raz w roku, w maju. Brali w nim udział wyłącznie studenci. Dla mnie była to praktyka w ramach uczenia hiszpańskiego, studenci mogli w ten sposób używać języka i czerpać satysfakcję z tego, że publiczność ich rozumie.
Stopniowo o Cuentacuentos zaczynało się robić głośno.
Nawet ludzie, którzy nie zrozumieli ani słowa po hiszpańsku, zaczynali przychodzić. Pamiętam, że kiedy przez tydzień robiliśmy tam próby, cały czas był z nami taki pan, codziennie przychodził nas słuchać. Któregoś razu przedstawiłam się i zapytałam go, czy przychodzi na kawę czy faktycznie na Cuentacuentos. Odpowiedział, że przychodzi tylko po to, żeby nas słuchać. Byłam zaskoczona, bo nie rozumiał nic, ani słowa. Przyciągnęła go melodia języka, którą uważał za przepiękną.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...