Autor: Klaudia Zalewska
Być sobą – niby proste, a jednak chyba wszyscy miewamy z tym problemy. Bo co to właściwie znaczy „być sobą”?
Kształtowanie małego człowieka
Od samego początku swojego rozumienia świata jesteśmy zasypywani całą masą informacji na temat tego, jacy powinniśmy być. Rodzice wpajają nam podstawową hierarchię wartości, uczą kultury osobistej. Podświadomie kształtują w ten sposób naszą osobowość. Mówią, co nam wolno, a czego nie, jak należy postępować i co jest niedopuszczalne lub surowo zakazane. W ten sposób jako mali jeszcze ludzie, niezdolni do samostanowienia o sobie, stajemy się swoistą repliką mamy czy taty. Realizujemy ambicje rodziców, by byli dumni z tego, jak nas wychowali. Nie zawsze jednak jest tak, że marzenia naszych rodziców są również naszymi marzeniami, a ścieżki, na które nas skierowali są tymi, po których sami chcemy kroczyć. O tym jednak przekonujemy się później.
W grupie raźniej
Kiedy rozpoczynamy naukę w szkole, nadchodzi etap fascynacji rówieśnikami, starszymi kolegami oraz sławnymi ludźmi ze świata muzyki i gwizdkami kina. Któż z nas nie wieszał na ścianie plakatów swoich idoli czy nie podkochiwał się w aktorach i nie naśladował bohaterów ulubionego serialu? Nie ma wątpliwości, że media mają na nas ogromny wpływ. Nie mniejszy jednak od naszych znajomych. Na tym etapie można obrać jeden z dwóch kierunków. Albo staramy się dostosować, nie wyróżniać z tłumu, by zyskać akceptację grupy rówieśników, albo wręcz odwrotnie – manifestujemy swoją niezależność, własne zdanie, eksperymentujemy z ubiorem i pokazujemy całemu światu te cechy, które podkreślają naszą niepowtarzalną osobowość.
Kochaj mnie…
Potem przychodzi moment pierwszego zakochania. Nie od dzisiaj wiadomo, że miłość potrafi zmienić człowieka nie do poznania. By być bardziej pociągający dla tej drugiej osoby nierzadko staramy się dopasować do jej upodobań. Niewielu decyduje się wówczas na bycie sobą, w myśl zasady: „albo pokochasz mnie takim, jakim jestem, albo krzyż na drogę”. A szkoda, bo kiedy już uda nam się zwojować serce wybranka lub wybranki, codzienność może sama zdjąć nam maskę, którą założyliśmy, by osiągnąć cel. W związku trzeba się „dotrzeć”, to prawda. Jeśli nam na kimś zależy, musimy umieć pójść czasem na kompromis, zrezygnować z czegoś na rzecz innej, ważniejszej sprawy. Zmieniamy nasze dotychczasowe przyzwyczajenia, zachowujemy się zupełnie inaczej, podporządkowujemy oczekiwaniom partnera i często stajemy się marionetkami w rękach innego człowieka. Pamiętajmy, że wszystko powinno trzymać się w granicach normy. Jeśli ktoś chce nas zmieniać na siłę, zrobić z nas kogoś, kim nigdy nie będziemy i nie chcemy być – uciekajmy jak najprędzej. Na dłuższą metę to nie zda egzaminu. W końcu nasze prawdziwe „ja” zbuntuje się i będzie chciało wyjść na światło dzienne, przebijając się przez warstwy cech, które nigdy nie były nasze. A wtedy burza z piorunami gotowa.
Jak w teatrze
Tak, to wszystko jest trochę pesymistyczne. Niestety, prawdziwe. Czasami tak bardzo staramy się dopasować do otoczenia, do ukochanej osoby, przyjaciół czy rodziców, że zatracamy gdzieś nasze prawdziwe „ja”. Zakładamy maskę i zmieniamy ją w zależności od sytuacji. Później okazuje się, że nie bardzo wiemy, gdzie podziała się nasza prawdziwa twarz. Czy nie jest tak, że nasi najbliżsi powinni kochać nas za to, jacy tak naprawdę jesteśmy? Warto niekiedy głębiej zastanowić się nad sobą i – niczym w równaniu matematycznym – oszacować, czy jest sens grać kogoś, kim nigdy nie będziemy? Czy warto zabijać w sobie najlepsze cechy i podporządkować się upodobaniom innych? Konstruktywna krytyka innych ludzi każdemu może się, oczywiście, przydać. Zachowajmy jednak umiar i nie bierzmy sobie aż tak do serca wszystkiego, co nie podoba się w nas innym. Zastanówmy się, czy naprawdę warto się zmienić, czy może ta nieakceptowana przez niektórych cecha jest właśnie tą najbardziej wartościową i niepowtarzalną w nas samych. Poza tym, i tak nigdy nie dogodzimy wszystkim. Zawsze znajdzie się ktoś, komu coś w nas będzie przeszkadzało.
Żyjmy tak, by naszym bliskim zrobiło się smutno, kiedy odejdziemy z tego świata. Bądźmy jednak tacy, byśmy patrząc w lustro zobaczyli w nim własne odbicie, a nie sylwetkę kogoś, kto jest nam zupełnie obcy i nieznany.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...