Autor: Ewa Tomczak
W dobie komputerów, internetu i wszelkich „cudów techniki” nie da się zastąpić tylko jednej rzeczy – bratniej duszy, która wesprze, pocieszy, zrozumie, a czasem nawet sprowadzi na ziemię. Człowiek potrzebuje bliskości drugiej osoby, taka jest nasza natura. Nie możemy polegać tylko na sobie i wstydzić się słów „proszę, pomóż mi!”. Każdy potrzebuje jakiejś pomocy – materialnej, psychicznej lub po prostu dobrego słowa. Jeśli mamy szansę, aby pomóc komuś bezinteresownie, nie wahajmy się. To nic nie kosztuje, wystarczy odrobina dobrej woli i otwarte serce. Wolontariuszem może zostać każdy z nas.
W czym mogę pomóc?
Moja przygoda z wolontariatem zaczęła się na studiach. Przytłaczało mnie obce miasto, miałam niewielu znajomych i chciałam zrobić coś więcej, niż przepisanie kolejnego wykładu. W MOPS-ie przyjęto mnie z otwartymi ramionami. Na miejscu określiłam charakter pomocy, jaką mogłam zaoferować. Postanowiłam wykorzystać to, że studiuję filologię polską i zaangażować się do pomocy w nauce. Przy kolejnym spotkaniu przedstawiono mi rodzinę, którą miałam odwiedzać. Nie ukrywam, że przed samą wizytą w domu podopiecznych trochę się tego wszystkiego wystraszyłam. Początkowo widok odrapanej i opustoszałej kamienicy sprawił, że zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze robię. Przecież nie wiem, jacy ludzie tam mieszkają i jakie mają problemy. Wahałam się jednak tylko przez moment. Szybko zrozumiałam, że prawdziwe życie to nie tylko drobne niepowodzenia, ale często również wielkie dramaty.
Rodzina, u której miałam pomagać, mieszkała w małym, dwupokojowym mieszkaniu, z czego jeden z nich służył jednocześnie jako kuchnia i łazienka, a drugi pełnił rolę sypialni dla wszystkich pięciorga domowników. Oprócz dwóch gimnazjalistek, którymi się opiekowałam, rodzina składała się z ich młodszej siostry oraz matki dziewczynek i jej konkubenta. Rodzice moich podopiecznych rozwiedli się. Ojciec, niestety, przestał płacić alimenty na córki, więc jedyną formą utrzymania była „opieka” i dorywcza praca nowego partnera matki. W domu nie było przede wszystkim warunków, w których dwie nastolatki mogłyby spokojnie odrabiać lekcje i przygotowywać się do zajęć. Dziewczyny miały duże braki w wiedzy z wcześniejszych klas, dlatego niezbyt dobrze radziły sobie z nowymi szkolnymi obowiązkami. Często zdarzało im się dostawać oceny niedostateczne. Nie wykazywały zbyt dużego zainteresowania tym, co dzieje się w szkole. Zwykle przy odrabianiu lekcji moje podopieczne miały trudności w samodzielnym tworzeniu wypowiedzi pisemnych czy ustnych. Bez mojej pomocy z reguły same nie były w stanie nic wymyślić. Nie zależało im po prostu na nauce i stąd brało się ich podejście do szkoły. Poza tym wszystkim, były one naprawdę miłymi i sympatycznymi osobami. Większych problemów z nimi nie miałam. Jeśli prosiłam, aby coś zrobiły, słuchały bez zbędnych komentarzy. Zawsze uśmiechnięte, posłuszne matce. Po prostu zwykłe nastolatki, jakich wiele.
Z tą rodziną spotykałam się 1,5 roku. W tym czasie nie obyło się bez miłych, jak i tych niezbyt sympatycznych sytuacji. Mimo wszystko nie żałuję, że spróbowałam. Nauczyłam się wielu przydatnych rzeczy. Na przykład brania odpowiedzialności za innych. Jeśli bowiem pomagałam dziewczynom w nauce, to czułam się po części odpowiedzialna za ich przygotowanie na lekcjach. Poza tym zobaczyłam na własne oczy, że wbrew wszelkim przeciwnościom, można stworzyć ciepły i przyjazny dom. Uważam, że bardzo krzywdzące jest myślenie, że bieda zawsze musi wiązać się ze słowem patologia. W tej rodzinie widać było, że jej członkowie wzajemnie mogli na sobie polegać i wspierali się w różnych sytuacjach. Przekonałam się także, ze wolontariat wnosi potrzebną wiedzę do mojego życia. Uczy pokory, szacunku i wyrozumiałości. Pomaga innym, a jednocześnie wpływa pozytywnie na nas, wolontariuszy.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...