Autor: Jass
Dzięki portalom społecznościowym, które biją rekordy popularności, możemy na bieżąco dzielić się zdjęciami ze znajomymi. Niestety, internet jest tak anonimowym środkiem przekazu, że zbytnia ufność i brak ostrożności, a przede wszystkim umiaru, może mieć fatalne skutki. Dumni rodzicie, umieszczający zdjęcia dzieci z wakacji, w kąpieli czy podczas przewijania, nie zdają sobie sprawy, że dostarczają atrakcyjnych materiałów dla pedofili.
Facebook ma około 200 milionów zarejestrowanych użytkowników na całym świecie, nasza-klasa ma ich 13 milionów, następne w kolejności jest Grono.net i wciąż zyskujące popularność blogi. Każdy, kto ma konto na n-k, zetknął się ze zdjęciami dzieci swoich znajomych. Większość fotek jest niewinna, niektóre wywołują zdziwienie lub śmiech. Niestety to, co dla większości ludzi jest pozbawione podtekstu, dla osób o skłonnościach pedofilskich może być impulsem do niezdrowego zachowania.
Zagrożenia w sieci
Rodzicom wydaje się, że jeśli dbają o swoje dziecko, wiedzą, z kim się zadaje, odwożą je do szkoły, to pociechy są bezpieczne. Tymczasem pedofile mają bardzo łatwy dostęp do dziecięcych pokojów właśnie przez internet. Zaczepiają dzieci na czatach, gadu-gadu i innych komunikatorach, ale również korzystają ze zdjęć z portali społecznościowych. Na szczęście prawie każdy taki serwis oferuje możliwość stworzenia tzw. konta prywatnego. Wtedy nikt spoza listy naszych znajomych nie ma wglądu do zdjęć. Pozornie daje to poczucie prywatności, ale pojawiają się dwa problemy. Pierwszy, kontrowersyjny: ilu z nas może z całą pewnością powiedzieć, że na 300-osobowej liście znajomych nie ma nikogo ze skłonnością do pedofilii?
Drugi problem jest taki, że ciekawscy znaleźli sposób na anonimowe dotarcie do prywatnych kont. Wykorzystują do tego najzwyklejszą ludzką próżność, która objawia się przez powiększanie liczby znajomych na liście kontaktów. Zarówno dzieci, jak i dorośli dostają zaproszenia do znajomości od kont fikcyjnych, nazwanych postacią z bajki, idolem muzycznym czy też grupą „Najśliczniejsze dzieciaczki na naszej-klasie“. Wiele osób zapomina, że za takim kontem stoi też człowiek, nie maszyna, w dodatku jest to osoba, która nie pokazuje swojej prawdziwej twarzy. Dumny rodzic przyjmuje zaproszenie od kontaktu, bo czuje się wyróżniony, że to właśnie jego dziecko jest „najśliczniejsze“. W ten prosty sposób osoba kryjąca się pod kontem fikcyjnym ma podaną na talerzu całą galerię zdjęć. To samo dotyczy blogów. Niektóre z nich można zrobić całkiem prywatnymi, ale zazwyczaj kontrola ogranicza się do moderowania (kontrolowania) komentarzy, podczas gdy dostęp do zdjęć mają wszyscy czytelnicy. Kliknięcie prawym przyciskiem myszy, „zapisz obraz“ i zdjęcie naszego malucha znajduje się na czyimś komputerze. Może nic z tym zdjęciem nie zrobić, ale jest też wysokie prawdopodobieństwo, że je zniekształci, zmieni, obraźliwie podpisze czy wrzuci zmienione na inny portal. Niestety, jest też szansa, że użyje go z seksualnym podtekstem.
Pedo Bear
Najlepszym dowodem na manewrowanie zdjęciami dzieci jest postać Pedo Bear (ang. Pedo Miś), który pojawił się jakiś czas temu na naszej-klasie. Rysunkowy miś jest wklejany w niedwuznacznych pozycjach na zdjęcia dzieci. Na pierwszy rzut oka efekt ma charakter humorystyczny, jednak po obejrzeniu kilku zmienionych fotografii można się zorientować, że coś jest nie tak. Co ważne, nie są to zdjęcia dzieci nagich czy w specjalnych pozach. Większość to najnormalniejsze fotografie, jakich jest tysiące na portalach. Postać Pedo Bear jest dowodem na to, że nawet z najzwyklejszej fotki można zrobić obraz o charakterze erotycznym, a co gorsza – pedofilskim. Każdy rodzić powinien obejrzeć galerię Pedo Misia, aby uświadomić sobie, do czego mogą być wykorzystane zdjęcia wrzucane przez nich samych do wirtualnych galerii.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...