Autor: Aneta Tabędzka, Klaudia Zalewska
Grupa ze stowarzyszenia Welocypedy.pl, jest w trakcie realizowania marzenia swojego życia, jakim jest podróż rowerem przez Afrykę, od Egiptu po RPA. Mężczyźni zaczęli swoją przygodę w Kairze, później odwiedzili Botswanę. Przejechali Egipt, Sudan, Etiopię, Kenię i Zambię. Wkrótce potem dotarli do RPA. „Ja wraz z Jackiem oraz Krzyśkiem vel Radosnym Smokiem wybraliśmy się na jeden odcinek afrykańskiej podróży – do Etiopii. Zapraszam wszystkich na stronę Stowarzyszenia Welocypedy.pl oraz na bloga Czapli: roweremprzezafryke.blox.pl” – zachęca Marta Kałamajska.
Zafascynowani Etiopią
Zapytana, dlaczego na rowerową podróż wybrali właśnie Etiopię, Marta odpowiada: „Któregoś razu, przeglądając gazetę „National Geographic”, zobaczyłam zdjęcia z Etiopii, które wzbudziły moją ciekawość. Niesamowite chrześcijańskie kościoły, wykute w litej skale, miejsce spoczynku legendarnej Arki Przymierza, kolebka kawy, ojczyzna Cesarza z reportażu Kapuścińskiego, pramatka człowieka Lucy – można wymieniać i wymieniać, a powodów przybywa. Pomyślałam sobie, że kraj, który jako jedyny w Afryce, nigdy nie został skolonizowany, a chrześcijaństwo przyjął w IV wieku n.e., kiedy tereny obecnej Polski były jeszcze przez długie stulecia barbarzyńskie, musi być wyjątkowy”. Marta, nie zwlekając, kupiła album ze zdjęciami z Etiopii, kolejne książki i publikacje, była też na spotkaniu z autorem książki o Etiopii. Zapał rósł. Jeśli chodzi o środek transportu, wybór był oczywisty. „Nie ma lepszego środka podróżowania niż rower. Pozwala się przemieszczać na tyle szybko, żeby przejechać zaplanowany odcinek, a jednocześnie na tyle wolno, żeby podziwiać te wszystkie walory, niedostępne zza szyby klimatyzowanego busa” – przekonuje Marta.
Trójka znajomych zdołała wyrwać się z pracy zaledwie na miesiąc. „Cały styczeń. A był to miesiąc nie lada! – opowiada rowerzystka. – Obfitował w liczne święta: etiopskie Boże Narodzenie, czyli Ganna, obchodzone trochę jak w prawosławiu, najbarwniejsze etiopskie święto, czyli Timkat – na pamiątkę chrztu Chrystusa. W styczniu przyszło nam też świętować urodziny Arona, a potem Czapli”.
Przygotowanie do wyjazdu
Cała trasa, wiodąca przez Afrykę, została ustalona na długo przed wyjazdem. Męska część ekipy poświęciła mnóstwo czasu na poznanie map Googla, kawałek po kawałku, czytaniu relacji, książek i publikacji, oglądaniu filmów. „Z rozrzewnieniem wspominam, jak Aron z Czaplą cały pokój wyłożyli wydrukowanymi mapami, a jak zabrakło miejsca na podłodze, robiłam za ruchomą tablicę” – śmieje się Marta. Wydrukowane i ofoliowane przez Arona mapy całej trasy ważyły, bagatela, 10 kg. Jeżeli chodzi o odcinek etiopski, większość rzeczy również była ustalona i załatwiona już w Polsce, np. cały program etapu off-road.
„Przygotowywałam się głównie merytorycznie, poprzez gromadzenie wiedzy o kulturze, społeczeństwie i geografii. Trening fizyczny, trochę zaniedbałam, ze względu na zimową porę. Trochę biegałam, chodziłam na warsztaty rozciągające. Wszystko jednak za mało!” – przyznaje Marta. Podróż została podzielona na trzy odcinki: trekking w górach Simien, odcinek rowerowy w górzystym rejonie Tigray, na północy Etiopii, oraz off-road jeepem na południu i wizyty u dzikich plemion. Jak mówi Marta, każda część podróży obfitowała w innego typu wrażenia.
Wyruszamy w niezapomnianą podróż
Podróż po kontynencie rozpoczęli od stolicy Etiopii, Addis Abeby. Tam od razu przesiedli się na lot wewnętrzny do Gonderu. „Stamtąd to już rzut beretem do gór Simien, gdzie rozpoczynaliśmy trekking. Z resztą grupy Welocypedy.pl, spotkaliśmy się na lotnisku w Gonderze. Uściskom i serdecznościom nie było końca, zwłaszcza, że przywieźliśmy dla chłopaków prezenty od rodzin i resztki ze świątecznych stołów” – wspomina podróżniczka.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...