Autor: Marcelina Makowska
W poszukiwaniu swojej pasji i próby przełamywania lęków przed nieznanym postanowiłam wykorzystać czas wakacji, by bliżej poznać podwodny świat u wybrzeży Chorwacji. Bogactwo fauny i flory, które miałam okazję podziwiać, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Było to jedno z najwspanialszych doświadczeń, jakie stały się moim udziałem. Wiem już, że moja przygoda z Wielkim Błękitem dopiero się rozpoczęła.
Bardziej chcę, czy się boję?
Czasem, by odnaleźć swoją prawdziwą pasję, trzeba najpierw spróbować wielu innych rzeczy. Trudno jest od razu trafić na coś, co sprawiałoby autentyczną przyjemność i nie nużyło po dłuższym czasie. Niekiedy zaś nie chodzi wcale o znudzenie, ale o zwykły strach. Z wielu rzeczy rezygnujemy, ponieważ tak naprawdę bardziej się boimy niż chcemy spróbować.
W którymś momencie poczułam się zmęczona swoją zachowawczością i nadmierną ostrożnością w stosunku do rzeczy nieznanych. Postanowiłam, że w każdym tygodniu zrobię coś, czego nigdy do tej pory nie robiłam. Zaczęłam od rzeczy naprawdę błahych i łatwych, by nie zniechęcić się już na początku. Cel był ambitny. Postanowiłam wreszcie spełnić swoje marzenie – rozpocząć przygodę z nurkowaniem. Tym razem bez wymówek i żadnych usprawiedliwień. Zaplanowałam to na tyle wcześniej, by móc spokojnie uzbierać potrzebną kwotę pieniędzy i znaleźć instruktora.
Zgodnie z zasadą, że jeżeli bardzo się czegoś chce, cały wszechświat zaczyna sprzyjać naszym planom, znajomi wpadli na pomysł wakacyjnego wyjazdu do Chorwacji. Na świecie istnieje wiele wspaniałych miejsc do nurkowania, a chorwackie wybrzeża z pewnością do nich należą. Przed wyjazdem zdążyłam skompletować część sprzętu, maskę, fajkę i płetwy. Skafander do nurkowania, butlę i całą resztę wyposażenia postanowiłam wypożyczyć na miejscu, ze względu na ograniczone fundusze.
Raj na ziemi
Mieszkaliśmy na jednej z najbardziej urokliwych i dzikich wysp, jakie widziałam. Z naszego okna roztaczał się widok na morze i góry. W całej miejscowości mieszkało najwyżej kilkanaście osób. Wokół cisza i spokój, szum turkusowego morza i dźwięk pieśni zalotnej cykad. Na kilku domkach z białego kamienia pięło się intensywnie fioletowe winogrono, w ogrodach rosły drzewa oliwne, kiwi, granaty i figi.
Morze porażało swą barwą. W miejscach, gdzie dno było piaszczyste, turkus przechodził w błękit i granat wraz ze wzrostem głębokości. Nie mogłam czekać, zostawiłam walizki, założyłam kostium, maskę, fajkę i płetwy i wskoczyłam do niewyobrażalnie czystej wody. Pierwsze oddechy przez fajkę były nieśmiałe i płytkie, by nie zachłysnąć się przy przypadkowym nalaniu wody. Z czasem jednak oddech uspokoił się, stał się regularny i mogłam skupić się wyłącznie na podziwianiu podwodnego świata. Chociaż trzymałam się skalistego brzegu, nie spodziewając się zbyt wielu wrażeń, bogactwo fauny i flory zadziwiło mnie. Pierwszy raz widziałam jeżowce w ich naturalnym środowisku, przytwierdzone do skał, straszące swoimi kolcami, dającymi schronienie drobnym rybkom i skorupiakom. Ryby podpływały do mnie bez żadnych obaw, niektóre nawet pozwalały się dotknąć. W dole delikatnie poruszały się przeróżne rodzaje traw, tworząc podmorską, gęstą dżunglę. Przysłuchiwałam się odgłosowi, jaki wydają pękające bąbelki powietrza, podglądałam zgrabnie poruszające się kraby z muszlami na grzbiecie, wpływałam w leniwie przemieszczające się srebrne ławice.
W takim zachwycie mogłabym spędzić jeszcze kilka godzin, gdyby nie to, że nawet pod wodą czułam, że dostaję gęsiej skórki. Wyszłam z wody i wiedziałam, że chcę czegoś więcej. Kiedy na własne oczy zobaczyłam, co znajduje się tuż przy brzegu, na głębokości co najwyżej trzech metrów, stwierdziłam, że nie wystarczy mi to na długo. Tego dnia unosiłam się jedynie na gładkiej tafli wody, nie wynurzając twarzy z wody. Chciałam zejść głębiej.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...
Nie są menadżerami największych korporacji, a zarabiają miliony. Mają cele do zrealizowania, ale za...