Droga Redakcjo,
Święta to ponoć magiczny czas. Czas, w którym nikną wszelkie spory. Czas, który powinno się przeżywać wspólnie z rodziną. Moja rodzina rozpadła się pięć lat temu. Mój ojciec dużo pił, w domu często wybuchały awantury i mama w końcu nie wytrzymała. Nie chciałam zamieszkać z ojcem - nie padła nawet taka propozycja. Przez te pięć lat ani razu nie podzieliłam się z nim opłatkiem w Wigilię. A wierzcie mi, chciałam. Rok temu nawet pojechałam do jego mieszkania przed wigilijnym spotkaniem u babci. Nie zastałam go jednak. Potem widziałam go pod sklepem monopolowym z "kolegami". Było mi przykro - uprzedzałam go o mojej wizycie.
Wiecie, już nawet nie pamiętam tych Świąt, które spędzaliśmy razem. Może jeszcze gdzieś tam w zakamarkach pamięci tkwi wspólne ubieranie choinki z tatą, śpiewanie kolęd i rozpakowywanie prezentów. Te czasy już nigdy nie wrócą.
Teraz znów przyszły Święta. Zastanawiam się, czy jest w ogóle sens jechać z opłatkiem do ojca. Może to błaha sprawa, ale chyba nie wytrzymam kolejnego rozczarowania, jeśli po raz drugi w wigilijny dzień pocałuję klamkę drzwi do jego mieszkania. Smutno mi, kiedy pomyślę, że będzie w Wigilię sam. Potem jednak coś mi podszeptuje, że będzie miał towarzystwo - butelkę. Tylko to nie pozwala mi w pełni cieszyć się ze Świąt - puste krzesło tam, gdzie powinien siedzieć mój tata.
Zazdroszczę tym rodzinom, które zasiadają razem do stołu i potrafią bez kłótni przeżyć ten bożonarodzeniowy czas...
Życzę więc wszystkim tego, co nigdy do końca nie będzie mi dane: RODZINNYCH i spokojnych Świąt. Pełnych wzajemnego zrozumienia i miłości.
Ilona K.
Droga Redakcjo, postanowiłam napisać do Was o tym, co mnie frustruje. Mieszkam w dużym mieście i...
Bóle brzucha i mdłości zwykle kojarzymy z zatruciami pokarmowymi. Jednak tych symptomów lepiej nie...